Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie. Niech blask dębowych polan rozproszy mrok, co gęstnieje nad zakolami Odry. Słyszycie ten szum w koronie lipy? To nie tylko wiatr – to tętno życia, które w tym czasie, zwanym przez nas Trawieniem, pulsuje tak mocno, jak nurt naszej rzeki po wiosennych roztopach. Wy dziś mówicie „maj”, kłaniając się rzymskiej Mai, matce Merkurego, którą przynieśli nam obcy mnisi. Lecz my, Dziadoszanie, ludzie tej ziemi i tych łęgów, pamiętamy imiona, które temu czasowi nadała sama Mokosz.
Gdy nadrzeczne łąki Krainy Łęgów Odrzańskich okrywają się soczystą zielenią, nadchodzi czas, w którym magia płodności spotyka się z drapieżną siłą natury. Poznaj tajemnice Trawienia – miesiąca, w którym Słowianie majyli chaty brzozą, drżeli przed śmiechem rusałek i szukali ratunku w dymie ze świętych ziół.
Posłuchajcie szeptu popiołów… Dla siewcy z naszych grodów w Obiszowie czy Chobieni, najważniejszym słowem tego czasu była trawa. Stąd starożytna nazwa: Trawień. To od niej zależało bogactwo rodu – bo gdy trawa wysoka i gęsta, to i nasze bydło, nasz „żywy pieniądz”, będzie silne i mleczne. Niektórzy mówili też na ten czas „Kwiatuń” lub „Różownik”, bo świat stroił się w barwy, jakich nie powstydziłaby się najpiękniejsza panna przed swadźbą.
W tym czasie nasza Mokosz – Matka Ziemia Wilgotna – nie jest już tylko brzemienna. Ona promienieje dojrzałością. Jej barwa to czerwień, kolor „pierwszej krwi” i wielkiej kreacji. To właśnie teraz celebrujemy Zielone Świątki, które wy wywodzicie z nowych ksiąg, a my z prastarego rytuału Stada. To czas, gdy osada staje się jednością. Wnosimy do domów zielone gałęzie – „majymy” progi, okna i ściany. Najchętniej brzozą, bo jej biała kora to tarcza przed czarownicami, które w majowe noce, pełne jurnej siły, próbują odbierać krowom mleko.
Lecz patrzcie w stronę puszczy… Królową drzew w Trawieniu jest Lipa. Choć zakwitnie w pełni dopiero później, to już teraz jej liście mają moc kojenia. Nazywamy ją drzewem kobiecym, łagodnym. Pod jej cieniem nasze szeptuchy warzyły napary, które zmywały zmęczenie z twarzy dziewcząt. Lipa to drzewo-matka, przeciwieństwo surowego dębu Peruna. Kiedy jednak słońce stoi najwyżej, strzeżcie się! To wtedy z wód Odry ostatecznie wychodzą Rusałki. Przenoszą się z głębin na pola kwitnącego żyta i na gałęzie brzóz. Ich śmiech, słyszany o zmierzchu nad bagnistą Baryczą, to nie radość – to sidła. Kogo wciągną w swój krąg, tego załaskoczą na śmierć.
Aby chronić się przed ich urokami, zbieramy teraz najważniejsze zioła. Królową jest Bylica. Jej gryzący zapach to jedyna rzecz, której lękają się wiły i rusałki. Opasujemy się nią w pasie, wieszamy w strzechach chat, by licho nie miało dostępu do kołyski. Pamiętajcie też o Dziurawcu – „zielu świętojańskim”, które już teraz zbiera moc słońca, by leczyć rany i wyganiać mrok z duszy.
Wierzyliśmy też w surowe tabu: „Ślub majowy – grób gotowy”. Dlaczego? Bo Trawień to czas bogów, czas wolnej miłości Dziewanny w kniei, a nie ludzkich układów i więzów pod dachem. Człowiek musiał wtedy ustąpić pola naturze, która w swej drapieżnej piękności nie znała litości dla słabych.
Pamiętajcie więc: gdy jutro wyjdziecie na łęgi, dotknijcie dłonią mokrej trawy i podziękujcie Mokoszy. Poczujcie zapach brzozowego dymu i szept lipowych liści. Jesteśmy Dziadoszanie – dzieci rzeki i puszczy, a nasz czas mierzy nie zegar, lecz wzrost zielonego źdźbła ku słońcu Swaroga.
Ciekawostka historyczna
Choć nazwa „maj” wyparła staropolskie określenia, w języku polskim przetrwała inna nazwa wiązana z tym okresem – Czerwiec. Co fascynujące, w dawnych dialektach nazwa ta bywała stosowana wymiennie dla maja i czerwca. Wywodzi się ona od „czerwia” – larwy czerwca polskiego (Porphyrophora polonica), z którego Słowianie wyrabiali drogocenny, czerwony barwnik. Badania archeologiczne na dnach naczyń i tkaninach z grodów nadodrzańskich potwierdzają, że Słowianie byli mistrzami farbiarstwa, a czerwień pozyskiwana z owych larw była jednym z ich najważniejszych towarów eksportowych do Bizancjum i Europy Zachodniej.
A Ty, czy „majysz” jeszcze swój dom zielonymi gałązkami na wiosnę? Czy w Twojej okolicy przetrwały opowieści o rusałkach mamiących wędrowców w majowe noce? Podziel się w komentarzu swoimi rodzinnymi tradycjami i wspomnieniami o ziołach, które zbierała Twoja babcia! Niech mądrość Dziadoszan wciąż tętni w Krainie Łęgów Odrzańskich!
Na podstawie:
- Pełka L. J., Polska demonologia ludowa. Wierzenia dawnych Słowian.
- Fischer A., Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych.
- Kujawska M. i in., Rośliny w wierzeniach i zwyczajach.
- Gieysztor A., Mitologia Słowian.
- Szyjewski A., Religia Słowian.
- Grochowski P., Polskie rodzimowierstwo. Dziedzictwo przedchrześcijańskich Słowian w świecie późnej nowoczesności.
- Opracowania dotyczące terytorium plemiennego Dziadoszan i badań wczesnośredniowiecznych grodzisk (m.in. G. Kiarszys, D. Nowakowski).
- Gołdowski K., Magiczny Świat Słowian.
- Linkner T., Słowiańskie Bogi i demony – Z rękopisu Bronisława Trentowskiego.
