Zasiądźcie bliżej, druhowie. Niech blask dębowych szczap rozgoni te resztki porannej mgły, co to jeszcze pełznie od koryta Odry. Czujecie ten chłód? Kwiecień – nasz łżykwiat – potrafi mamić. Ziemia już pachnie życiem, lecz w cieniach starych dębów wciąż czai się ziąb. Zima odeszła, spaliliśmy i utopiliśmy Marzannę, lecz po miesiącach spędzonych w dusznych, ciemnych izbach, nasze ciała i dusze pokrywa niewidzialny szron chorób i słabości. My, Dziadoszanie, wiemy, że sama zmiana pory roku nie wystarczy. Aby przyjąć błogosławieństwo Jaryły, trzeba najpierw zrzucić z siebie jarzmo zimy. Do tego potrzebujemy dwóch wielkich potęg: wody Mokoszy i ognia Swarożyca.
Kiedy marzec odchodzi do Nawii, a kapryśny kwiecień wkracza na nadrzeczne łęgi, świat potrzebuje oczyszczenia. Odkryj, dlaczego dawni Słowianie musieli obmyć się w lodowatej rzece i przejść przez gęsty dym, by zrzucić z siebie zimowy marazm i obudzić w sobie jurną siłę wiosny.
Posłuchajcie szeptu rzeki… Kiedy nadchodzi odpowiedni czas w kwietniu, zanim jeszcze słońce wychyli się zza Wzgórz Dalkowskich, nasze niewiasty i młodzi wojowie ruszają nad brzegi strumieni i samej Odry. Woda płynąca, żywa woda, ma moc potężniejszą niż jakikolwiek lek. Zanurzenie się w lodowatym nurcie o wschodzie słońca to nie jest zabawa. To obmycie z zimowej „śmierci”. Woda zmywa z nas liszaje, słabości, bóle stawów, które wlazły w kości podczas długich nocy. Nasze dziewczęta obmywają twarze w porannej rosie, by zyskać krasę i zmyć piegi, szepcząc prastare zamówienia, by rzeka zabrała niemoc wprost do sinego morza.
Jednak woda musi też spaść z góry. Pamiętacie te piski i krzyki młodzieży w osadzie? Wy, młodzi, zowiecie to dziś po prostu oblewaniem. My wiemy, że to święty akt! Oblewanie wodą dziewcząt i chłopców, smaganie ich rozkwitającymi witkami wierzbowymi i brzozowymi to magia życia. Przekazujemy im siłę młodych drzew. Woda spływająca po ciałach ma magicznie – przez podobieństwo – wymusić na niebiosach życiodajne, obfite deszcze na nasze nowo obsiane pola. Kto nie zostanie oblany, ten uschnie jak zeszłoroczny badyl. Siewcy nasi biorą mokre gałązki, które nazywacie palmami, i kropią nimi ziemię, wołając o urodzaj prosa i lnu.
Jednak sama woda to dopiero połowa prawdy. Tam, gdzie woda nie dotrze, musi wejść dym.
Spójrzcie na ten pęk ziół, który rzucam w żar. To jałowiec, bylica i resztki ubiegłorocznej dziewanny. Kiedy ich gęsty, gryzący dym unosi się w górę, otwiera się brama oczyszczenia. Ogień i dym to żywioły niebiańskie, męskie. Wiosną, w naszych grodach – w Obiszowie, Chobieni czy Przedmościu – rozpalaliśmy przed chatami małe ogniska. Zbieraliśmy zimowe śmieci, stare słomiane barłogi, na których leżeli chorzy, i wszystko to trawił święty ogień. To, co uległo zepsuciu, musiało spłonąć.
A potem nadchodził czas na okadzanie. Gospodarze brali tlące się hubki i zioła, i wchodzili do obór. Dym musiał wniknąć w każdy kąt, wypędzając licho, robactwo i zaduch. Zanim po raz pierwszy na wiosnę wygoniono bydło na pastwiska, każda krowa i owca musiała przejść przez pasmo gęstego, jałowcowego dymu. To była nasza tarcza! Dym tworzył niewidzialny pancerz na sierści zwierząt. Złe spojrzenie czarownicy, która chciałaby odebrać mleko, czy kły wilka z głębokiej kniei, ześlizgiwały się z tej magicznej bariery.
Tak to się splata, bracia i siostry. Woda obmywa i zapładnia, a ogień z dymem wypala zło i hartuje. Dopiero człowiek, który poczuł na skórze lód kwietniowej rzeki i wciągnął w płuca dym świętych ziół, jest gotów stanąć twarzą w twarz z nowym rokiem. Jesteśmy Dziadoszanami, stąpamy po mokrej ziemi, ale głowy trzymamy w dymie wznoszącym się ku bogom.
A Ty, jak przygotowujesz swoje ciało i duszę na nadejście wiosny? Wolisz hartującą, zimną wodę, czy ciepło i zapach kadzideł w domowym zaciszu? Podziel się w komentarzu swoim sposobem na zrzucenie „zimowego snu”! Niech szept Dziadoszan przypomni nam o sile natury!
Ciekawostka historyczna:
Słowiański obyczaj obmywania się w zimnej wodzie na wiosnę (oraz wzajemnego polewania) i uderzania witkami był tak głęboko zakorzeniony, że Kościół katolicki przez wieki próbował go wyplenić, uznając za pogański zabobon. Z czasem jednak zaadaptował go do obrzędowości wielkanocnej. Archeolodzy na stanowiskach osadniczych Dziadoszan odnajdują też ślady tzw. „ognisk gospodarczych” lub śmieciowych, palonych na przedwiośniu poza obrębem domostw. Z kolei analiza szczątków organicznych udowadnia celowe gromadzenie takich roślin jak jałowiec czy bylica, które od starożytności, ze względu na dużą zawartość olejków eterycznych, były potężnymi środkami bakteriobójczymi – magiczne okadzanie miało więc niezwykle realny, sanitarny wymiar chroniący inwentarz przed pasożytami i zarazą po zimie.
Na podstawie:
- Pełka L. J. – Polska demonologia ludowa. Wierzenia dawnych Słowian.
- Fischer A. – Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych.
- Kujawska M. i in. – Rośliny w wierzeniach i zwyczajach.
- Szyjewski A. – Religia Słowian.
- Grochowski P. – Polskie rodzimowierstwo. Dziedzictwo przedchrześcijańskich Słowian w świecie późnej nowoczesności.
- Opracowania dotyczące terytorium plemiennego Dziadoszan i badań wczesnośredniowiecznych grodzisk (m.in. G. Kiarszys, D. Nowakowski).
