Zasiądźcie bliżej, druhowie. Niech blask ognia rozgoni kwietniowe mgły, co pełzną od starorzeczy niczym palce Marzanny. Słyszycie ten mlaszczący dźwięk pod stopami, gdy idziecie brzegiem Odry? To nie jest zwykłe błoto. To Ona. Mokosz. Matka Syraja Zemlja – nasza wilgotna rodzicielka.
Gdy pierwszy wiosenny piorun rozdziera niebo nad Wzgórzami Dalkowskimi, Dziadoszanie padają na twarze. To nie strach przed gniewem boga, lecz świadectwo kosmicznych zaślubin. Odkryj historię Mokoszy – Matki Ziemi Wilgotnej, która w Krainie Łęgów Odrzańskich budzi się do życia przez ogień, krew i święte milczenie.
Dziś opowiem wam o czasie, gdy świat pęka niczym skorupa jaja. Przez całą zimę Mokosz, nasza Pani, trwała w uśpieniu, uwięziona w mroźnych lochach Nawii przez Welesa. Ziemia była twarda, nieczuła, zamknięta. Lecz teraz, gdy słońce Swaroga grzeje coraz śmielej, Mokosz śpi snem brzemiennej kobiety. Czeka na znak. Czeka na Niego.
Słuchajcie uważnie nieba! Widzicie te granatowe chmury zbierające się nad naszym grodem w Przedmościu? Gdy uderzy pierwszy wiosenny grom, nie zamykajcie oczu. To Perun, Pan Wysokiego Nieba, wdziera się w lęgi swoją ognistą włócznią. Ten huk to nie gniew – to akt kosmicznych zaślubin, wielka Hierogamia. Deszczowe nasienie Peruna zapładnia Mokosz, uwalnia żywą wodę i sprawia, że łono Ziemi staje się znów mokre, jurne i gotowe do rodzenia.
Jednak biada temu, kto zuchwale wbije rydel w glebę przed tym pierwszym grzmotem! Słuchajcie starych zakazów Dziadoszan: dopóki Perun nie pobłogosławi ziemi, jest ona brzemienna i święta. Nie wolno jej kopać, nie wolno orać, nie wolno nawet uderzyć jej kijem. Czy raniłbyś matkę niosącą pod sercem nowe życie? Szacunek dla brzemiennej Mokoszy to nasze prawo przetrwania.
Mokosz ma barwę krwi. Nie tej przelewanej na polu bitwy, lecz tej pierwszej krwi – znaku, że dziewczyna staje się kobietą, a kobieta – szafarką życia. To czerwień naszych krajek, czerwień kraszanek, które toczymy po polach, by przekazać im energię odrodzenia. W naszym kręgu bogiń, to Mokosz jest centrum. Dziewanna, biała niczym pąki brzozy, patronuje niewinności dzieci. Czarna Marzanna niesie sędziwą mądrość i sen wieczny. Lecz to czerwona Mokosz, Pani Środka, daje nam proso – nasze złoto, którego ziarna archeolodzy odnajdują w dnach dziadoszańskich jam jako dowód naszej potęgi.
Nasze niewiasty, gdy słońce wejdzie w znak Barana, wylewają na miedze mleko – pierwszy pokarm, dar od Matki dla Matki. Kładziemy na ziemi chleb wypieczony z prosa i jajka, prosząc: „Obudź się, Chłodna Ziemio Wilgotna, nakarm nas deszczem, napój nas rosą!”. Mokosz to także pani przędziwa. Słyszycie furkot wrzecion w naszych chatach? To Ona przędzie nić losu, przeplatając nasze życie z życiem nadrzecznej kniei. Znajdujemy w ziemi setki glinianych przęślików – to Jej znaki, Jej narzędzia, którymi tka pomyślność Dziadoszan.
Pamiętajcie więc: gdy następnym razem pochylicie się nad korytem Odry, by zaczerpnąć wody, podziękujcie Mokoszy. Bo dopóki jej łono jest wilgotne, dopóty ród nasz trwać będzie, silny jak dęby i nieustępliwy jak nurt rzeki.
A Ty, czy czujesz tę niezwykłą energię, gdy po burzy ziemia oddaje swój najpiękniejszy zapach? Czy w Twoim ogrodzie lub na Twojej ziemi wciąż żyją stare zwyczaje, o których opowiadała babcia? Podziel się w komentarzu swoimi przemyśleniami o „Matce Ziemi”! Niech szept Dziadoszan niesie się dalej przez Krainę Łęgów Odrzańskich!
Ciekawostka historyczna
Mokosz, jako jedyna bogini, została wymieniona w tzw. Pocztowym Katalogu Bóstw Włodzimierza z 980 roku, co świadczy o jej niezwykle wysokiej randze w słowiańskim panteonie. Archeolodzy badający grody Dziadoszan (np. w Obiszowie czy Przedmościu) masowo odkrywają przedmioty związane z tkactwem – kościane igły i gliniane przęśliki. Choć dla laików to „tylko narzędzia”, dla historyków religii to dowód na kult bóstwa opiekuńczego sfery kobiecej i domowej. Mokosz przetrwała w folklorze jako św. Paraskiewa, zwana „Piatnicą”, której atrybutem pozostało wrzeciono, a zakaz pracy w piątki (dzień Mokoszy) był na wsiach surowo przestrzegany jeszcze w XX wieku.
