Zasiądźcie bliżej ognia, bracia i siostry, niech dym z dębowych polan oczyści wasze myśli, nim opowiem wam o czasie, gdy rzeki stają się drogami dla Bogów. Słyszycie ten huk na Odrze? To lód pęka pod naporem budzącej się siły. Wy dzisiaj mówicie: „Na świętego Grzegorza idzie zima do morza”, lecz my, Dziadoszanie, od pokoleń wiemy, że ten rym to echo wyroku, jaki nasze plemię co roku wydawało na Panią Mrozu.
Gdy marzec kruszy lody na nadrzecznych łęgach, w ludowych przysłowiach budzi się szept dawnych żerców. Odkryj, dlaczego zima musi spłynąć „do morza” i jak potężny Perun, uderzając pierwszym gromem, otwiera bramy życia w krainie Dziadoszan.
Posłuchajcie szeptu wody… Dla nas, „Ludzi Dziadów”, marzec to nie jest zwykły miesiąc. To czas walki. Kiedy słońce zaczyna mocniej przygrzewać wały naszych grodów w Przedmościu czy Chobieni, czujemy, że Marzanna, nasza „Dziewica Moru”, traci swą białą urodę i zmienia się w złośliwą Jeża-Babę. Wtedy musimy działać.
Dlaczego zima idzie „do morza”? To nie jest tylko opowieść o płynącej wodzie. Nasi ojcowie wierzyli, że Nawia – kraina duchów i przodków – leży za „sinym morzem” lub pod wodami. Kiedy paliliśmy i topiliśmy słomianą kukłę Marzanny w nurcie Odry, nie chcieliśmy jej zniszczyć. Myśmy ją odsyłali do domu! Woda była dla nas jedynym mostem, który potrafił przenieść uśmiercony mrok w zaświaty, by tam odpoczął i nie nękał nas chorobą.
Lecz woda pod lodem to woda uwięziona, martwa, będąca pod władzą Welesa lub mrocznego Żmija. Aby życie wróciło na nasze łęgi, potrzebna jest interwencja z góry. Czekaliśmy na pierwszy marcowy grom – na strzałę Peruna, która z trzaskiem rozłupuje lodowy pancerz. To moment kosmicznego zapłodnienia Mokoszy – naszej Matki Ziemi. Gdy woda puszcza, wkracza Jaryło na swym białym koniu, niosąc zielone pędy prosa, naszego świętego ziarna, którego ślady archeolodzy odnajdują w naszych kościach jako marker samej słowiańskości.
Nasi siewcy wiedzieli, że po pierwszym gromie ziemia jest „otwarta”. „Groch, święty Grzegorz zasiewa” – mówili później, wtykając w glebę pierwsze ziarna. Lecz biada temu, kto w swej chciwości wypuściłby bydło na młode zboże! Ponieważ „Po świętym Grzegorzu nie paś bydła na zbożu” – brzmiało prawo, którego złamanie groziło klątwą nieurodzaju. Pamiętajcie, że przednówek to czas biedy, czas „studzenia kaszy”, jednak to właśnie wtedy nasza wytrwałość, wykuta w budowie potężnych wałów obronnych Baryczy, była wystawiana na najwyższą próbę.
Pamiętajcie: zima odpływa do morza, by powrócić, lecz teraz nastał czas słońca. Niech wasze ziarno pada w uświęconą ziemię, a dym z ogniska niesie dziękczynienie tym, co przed nami tę wodę pili.
A czy Ty czujesz ulgę, gdy w marcu puszczają pierwsze lody na rzekach? Czy w Twojej okolicy wciąż kultywuje się tradycję topienia Marzanny, czy może stało się to tylko zabawą dla dzieci? Podziel się swoimi marcowymi przemyśleniami w komentarzu! Pokażmy, że mądrość Dziadoszan o cyklach rzeki i nieba wciąż płynie w naszej krwi.
Ciekawostka historyczna
Czy wiedzieliście, że święty Grzegorz „ukradł” tożsamość dawnym bogom na wyspie Chortyca? Cesarz bizantyński Konstantyn Porfirogeneta zapisał w X wieku, że Słowianie płynący Dnieprem zatrzymywali się na wyspie znanej wówczas jako „Wyspa św. Grzegorza”. Archeolodzy i historycy potwierdzają, że w rzeczywistości było to potężne pogańskie sanktuarium, gdzie pod olbrzymim, świętym dębem Słowianie składali w ofierze koguty i wbijali strzały w ziemię, czcząc bóstwo władające niebem i wodą. To dowód na to, jak umiejętnie dawne wierzenia Dziadoszan i ich braci splatały się z nowymi imionami świętych.
