Witajcie. Zbliża się już wieczór, słońce powoli chowa się już nad Ścinawą, a w powietrzu czuć zapach trwających żniw. W takiej chwili najłatwiej zrozumieć duszę wikinga. Bo wbrew legendom, nie był on tylko wojownikiem. Przez większość roku był rolnikiem. Jego dłonie, które zimą trzymały topór, wiosną trzymały pług. To opowieść o tej podwójnej naturze i o przedmiocie, który łączył oba te światy. O tarczy. O okrągłym kawałku drewna, który był tak samo narzędziem przetrwania na roli, jak i na polu bitwy.
Życie wikinga płynęło w rytmie pór roku. Gdy śniegi topniały, jego dłonie, stwardniałe od mrozu, chwytały za pług. Gdy słońce stało wysoko, doglądał plonów, a jesienią zbierał żniwa. Był człowiekiem ziemi. Jego siła brała się z pracy, a jego bogactwo z tego, co zrodziła rola.
Ale gdy nadchodziło lato, a morze stawało się spokojniejsze, w jego żyłach budził się zew. Zew przygody, łupów i chwały. Odkładał narzędzia rolnicze i sięgał po oręż. Nie zawsze był to drogi, lśniący miecz, skarb dostępny tylko jarlom. Najczęściej był to topór, który służył mu też w gospodarstwie, oraz włócznia. A jego najważniejszym towarzyszem, jego tarczą dosłownie i w przenośni, był okrągły kawałek drewna – skjöldr.
Nie była to zwykła deska. Była to misterna konstrukcja z lekkich, lipowych klepek, pokryta skórą i wzmocniona żelaznym umbem pośrodku, które chroniło dłoń. Była na tyle lekka, by nie męczyć ramienia, i na tyle duża, by osłonić tors. Często malowano na niej symbole rodu lub runiczne zaklęcia – stawała się jego osobistym sztandarem.
A w bitwie ożywała. Wiking nie chował się za nią biernie. Używał jej krawędzi do uderzania w twarz przeciwnika, jej ciężaru do pchnięcia i wytrącenia go z równowagi. A co najważniejsze, w zgiełku walki stawał ramię w ramię ze swoimi towarzyszami, splatając swoją tarczę z ich tarczami, tworząc skjaldborg – legendarną ścianę tarcz. To był mur z drewna, stali i niezłomnej woli, o który rozbijały się wrogie ataki. W tej chwili jego tarcza nie była już tylko jego ochroną. Była ochroną jego brata po lewej i po prawej. Była murem, który budowali razem.
Okrągła tarcza jest doskonałym symbolem wikinga-rolnika. Zrodzona z ziemi (drewna), prosta i praktyczna, w rękach zdeterminowanego człowieka stawała się kluczem do przetrwania i zwycięstwa.
Ciekawostka Historyczna
Choć tarcze wikingów były skuteczne, były również w dużej mierze jednorazowe. Wykonane z stosunkowo miękkiego drewna lipowego (wybieranego, ponieważ było lekkie i nie pękało łatwo wzdłuż słojów), nie były zaprojektowane, by wytrzymać nieskończoną liczbę ciosów jak tarcza stalowa. Sagi często opisują, jak tarcze były dosłownie rozrąbywane na kawałki podczas bitwy. Wojownik mógł zużyć kilka tarcz w trakcie dłuższej walki. Ich główną funkcją było zatrzymanie kilku kluczowych ciosów, związanie broni przeciwnika i umożliwienie ataku, zanim same uległy zniszczeniu. Ta „jednorazowość” jest kolejnym powodem, dla którego była to broń zwykłego człowieka – tarczę można było stosunkowo łatwo i tanio zastąpić, w przeciwieństwie do miecza, hełmu czy kolczugi.
Refleksja Stoicka
Marek Aureliusz pisał: „To, co czynimy, niech będzie nieliczne, jeśli chcemy zachować pogodę ducha”. Jednak życie wikinga-rolnika było z natury dwoiste. Był człowiekiem pokoju i człowiekiem wojny. Stoicka mądrość w jego życiu nie polegała na wyborze jednej ścieżki, ale na doskonałym wypełnianiu obowiązków każdej z nich we właściwym czasie. Gdy ziemia wzywała, był rolnikiem. Gdy wzywała go drużyna, był wojownikiem. Jego tarcza, używana w ścianie tarcz, jest tego pięknym symbolem. Indywidualna siła jest ważna, ale prawdziwe przetrwanie i zwycięstwo pochodzą ze wspólnoty, z umiejętności stania ramię w ramię z innymi, tworząc całość silniejszą niż suma jej części. Był silny, bo wiedział, kiedy być rolnikiem, a kiedy być murem.
