Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie, niech żar dębowych polan rozgrzeje wasze lica, bo marcowy wiatr znad Odry wciąż niesie w sobie chłód zaświatów. Słyszycie, jak w trzcinach syczy lód? To Marzanna jeszcze próbuje nas mamić. Lecz spójrzcie tam, gdzie słońce mocniej musnęło wilgotną ziemię łęgów – tam przebija się ona. Mała, zielona, zuchwała. Pokrzywa.
Zanim słońce na dobre rozgrzeje muły Odry, ziemia wypuszcza swoich kolczastych strażników. Dowiedz się, dlaczego nasi ojcowie, Dziadoszanie, z radością przyjmowali ból parzącej pokrzywy i jak to „przeklęte ziele” wykuwało zdrowie oraz magiczną ochronę całego rodu.
Posłuchajcie szeptu ognia… My, Dziadoszanie – „Ludzie Dziadów” – wiemy, że przejście z zimy w wiosnę to nie spacer, lecz walka. Po długim przednówku nasza krew jest gęsta i leniwa niczym woda w martwym meandrze Baryczy. Ciała są słabe, a oczy mętne. Wtedy właśnie Bogowie dają nam pokrzywę – pierwszą krew wiosny.
Gdy tylko jej młode pędy wychylą się w kwietniu spod zeschłych liści, nasze niewiasty ruszają na łęgi. Nie boją się pieczenia, bo to pieczenie to znak życia! Pamiętam, jak moja babka mawiała, że pokrzywa „uzdrawia krew”. Warzyła z jej majowych kwiatów napary czarne jak ziemia i gęste jak miód, by przepędzić wiosenne otępienie. Piliśmy je, czując, jak w żyłach na nowo budzi się Jaryło. W czasach wielkiego głodu, gdy ziarno prosa w spichlerzach się kończyło, to pokrzywa stawała się naszą żywicielką. Siekano ją drobno, sypano mąką owsianą i tak powstawał warmuz – strawa, która dawała siłę do budowy potężnych dębowych wałów naszych grodów.
Lecz pokrzywa to nie tylko jadło. To święty ból. Czy widzieliście, jak nasi bracia zza wschodniej granicy, z Rusi, wypędzają dziewczęta w pola i smagają je pękami pokrzyw?. To nie okrucieństwo, to magia płodności! Ten jad ma pobudzić ziemię do rodzenia, a niewiasty do życia. Sam widziałem baby, które dobrowolnie chłostały swe stawy i lędźwie, wołając, że to jedyny sposób, by wygnać niemoc i paraliż, co zimą w kości wleźli.
A czy słyszeliście o koszulach, co chronią przed śmiercią? Legendy o nich tkane są z włókien pokrzywy, mocniejszych niż len. Archeolodzy znajdują w naszych grodach przędśliki – jak te z Chobieni – co świadczą o tym, że rzemiosło tkackie było u nas dumą. Wierzono, że ubiór z pokrzywy to tarcza, której nie przebije żaden czar ani szept czarownicy, co chce podebrać mleko krowom.
Pamiętajcie więc: gdy pokrzywa was oparzy, nie przeklinajcie jej. Podziękujcie Bogom, że wciąż czujecie ogień życia. Jesteście cząstką tej ziemi, a ona budzi was tak, jak budzi rzekę – bolesnym, lecz koniecznym zerwaniem lodów.
A Ty, czy odważysz się na wiosenny detoks w stylu naszych przodków? Czy w Twoim domu piło się kiedykolwiek napar z pokrzywy, a może babcia stosowała ją jako lek na „słabą krew”? Podziel się z nami swoimi rodzinnymi sposobami na wiosenne przebudzenie w komentarzu! Niech mądrość Dziadoszan o potędze natury wciąż tętni w Krainie Łęgów Odrzańskich.
Ciekawostka historyczna
Choć dziś o tym zapominamy, włókno pokrzywy było wykorzystywane przez Słowian i inne ludy północy na długo przed upowszechnieniem się jedwabiu. Włókna te są wyjątkowo mocne i posiadają naturalne właściwości antybakteryjne. Co ciekawe, jeszcze podczas I wojny światowej z powodu braku bawełny, armie produkowały mundury z „pokrzywowego jedwabiu”. W wierzeniach Dziadoszan, ubiór z pokrzywy był uznawany za najskuteczniejszą ochronę przed ingerencją demonów takich jak Boginki czy Mamuny, które miały nienawidzić zapachu i „złośliwości” tej rośliny.
