Wchodzisz do apteki, a tam na półkach błyszczą plastikowe opakowania pełne syntetycznego proszku. Kolorowe reklamy krzyczą o natychmiastowym ukojeniu, a ty bezrefleksyjnie wyciągasz kartę, by zapłacić za iluzję zdrowia. Jednak gdy wracasz do domu, w twoim ciele nadal gości chłód, a umysł trawi ten sam niepokój. Dlaczego? Ponieważ dałeś się omamić współczesnemu systemu, który odciął cię od jedynego prawdziwego źródła – od natury i od mądrości pokoleń, które deptały tę ziemię przed tobą. Co gorsza, potulnie zgadzasz się na to, by urzędnicze Licho, ukryte pod płaszczykiem paragrafów zwanych „Lex Szarlatan”, ostatecznie zatrzasnęło wrota do Świętego Gaju. Chcą ci wmówić, że obrona pacjenta wymaga wykorzenienia wiedzy o ziołach, fitoterapii i naturopatii. Spójrz prawdzie w oczy: to nie jest ochrona, to metodyczny demontaż twojej wolności i suwerenności.
Dzisiaj staje w obronie zagrożonej tradycji zielarskiej, fitoterapii i naturopatii, które pod pretekstem walki z medycznym oszustwem mają zostać zepchnięte w mrok nielegalności. Analizuje krytyczne uwagi profesora Henryka Różańskiego i budzę w sobie żelazną dyscyplinę, by obronić wolność nauki oraz nasze przyrodzone prawo do korzystania z darów ziemi.
Kiedy przyglądasz się projektom legislacyjnym, które mają rzekomo chronić cię przed oszustami, twój umysł musi zachować stoicki dystans poznawczy. Nie daj się ponieść ślepym emocjom ani panice. Przeprowadźmy chłodną, rozumową analizę w myśl zasad Spinozy: natura i jej prawa są niezmienne, a wolność rodzi się ze zrozumienia tych zasad. Projekt ustawy, zamiast precyzyjnie uderzać w faktycznych naciągaczy i przestępców szkodzących zdrowiu, wrzuca do jednego wora rzetelną wiedzę akademicką, fitoterapię oraz wielowiekową tradycję. To ślepe Licho biurokracji, które w swojej chciwości i ignorancji dąży do monopolizacji rynku zdrowia. Dychotomia kontroli uczy nas jednak, że naciski koncernów i decyzje polityków to czynniki zewnętrzne, leżące poza naszym bezpośrednim wpływem. Nasza garda musi być trzymana wysoko, a skupienie skierowane na to, co zależy od nas: na obronę prawdy, na edukację naszego klanu i na nieugiętą postawę.
Gdybyś dziś stanął w Świętym Gaju i zapytał starego Żercę Dziadoszan o te nowe zakazy, spojrzałby na ciebie z wyżyn swojej surowej mądrości i rzekł: „Próbują zamknąć w klatce wiatr, który porusza liśćmi brzozy. Próbują zabronić rzece, by poiła spragnionych. Człowiek, który odwraca się od ziół rodzących się z wilgotnej ziemi Mokoszy, jest jak wojownik, który dobrowolnie łamie własny miecz przed bitwą. Urzędnik może spisać tysiąc zakazów, lecz nie zmieni właściwości naparu z piołunu ani nie wymaże pamięci krwi, która tętni w twoich żyłach”.
Nasi przodkowie budujący wały nad Odrą i Baryczą znali ten sam ciężar opresji i prób narzucania obcych wzorców. Wiedzieli, że przetrwanie plemienia zależy od suwerenności – zarówno militarnej, jak i aprowizacyjnej czy leczniczej. Ścieżka Zielarki i Szeptuchy nie była u Dziadoszan marginesem, lecz jednym z filarów obronnych grodu. Wiedza o tym, które ziele leczy rany po toporze, a które koi gorączkę dziecka, była przekazywana z ojca na syna, z matki na córkę. To był fundament konstruktywnego indywidualizmu i odpowiedzialności za bliskich. Dzisiejsza próba penalizacji tej wiedzy to zamach na strukturę klanową, dążenie do uczynienia z ciebie bezbronnego, zależnego od systemu konsumenta.
W tym miejscu musimy odwołać się do runy Tiwaz – symbolu sprawiedliwości i żelaznego kręgosłupa moralnego. Wolność nauki i wolność wyboru metody leczenia to niezbywalne prawa każdego wolnego człowieka. Jak celnie wskazuje profesor Różański, medycyna konwencjonalna i fitoterapia nie powinny ze sobą walczyć, lecz stanowić komplementarną całość. Zamiast ślepego zakazywania, postulujemy rzetelne uregulowanie zawodów zielarza, fitoterapeuty i naturopaty – oparcie ich na jasnych kryteriach edukacyjnych, egzaminach i państwowych standardach. To jest droga budowania nowej elity, opartej na wiedzy, pracy i nauce. Nie możemy ulec bezdziejowemu marazmowi i potulnie czekać, aż zabronią nam zbierania dziurawca w łęgach.
Wychowanie młodego pokolenia w duchu Drogi Dziadoszan wymaga rygorystycznego dawania przykładu. Dzieci obserwują nasze wybory. Jeśli przy lada przeziębieniu karmisz je wyłącznie chemią, uczyć je będziesz bezradności wobec natury. Pokaż im, jak zbierać macierzankę, naucz szacunku do ziemi. Bądź wystarczająco dobrym przewodnikiem, który nie panikuje, lecz ze stoickim spokojem bierze łyk kawy, analizuje sytuację i działa w oparciu o rozum i dary przyrody.
Wiem też, że system potrafi zawieść, a powrót do równowagi wymagał integracji ciała i ducha, w tym oparcia się na mądrości płynącej ze Świętego Gaju. Nie pozwólmy współczesnemu Licho odebrać nam tego oparcia. Stańmy ramię w ramię w realnym świecie, bo trening ciała musi iść w parze z treningiem umysłu i obroną naszych przyrodzonych praw.
Twoje zadanie:
Przestudiuj dzisiaj uważnie krytyczne uwagi profesora Różańskiego na temat Lex Szarlatan. Następnie wyjdź na zewnątrz, spędź godzinę w absolutnej ciszy lasu lub parku, odszukaj i zidentyfikuj trzy dziko rosnące zioła lecznicze np. krwawnik, babkę lancetowatą, pokrzywę. Zamanifestuj swoją niezależność wiedzą, nie ignorancją.
Link do petycji znajdziesz tutaj.
Z braterskim pozdrowieniem,
oraz mocą inspiracji,
w ciszy świętego gaju
Łęgomir z rodu Dziadoszan
powiernik Siwosza z Krainy Łęgów Odrzańskich.
