Zasiądźcie bliżej, druhowie, niech żar dębowych szczap przegoni wilgoć nadrzecznych mgieł, bo dziś opowiem wam o tej, której imienia boją się nawet najmężniejsi wojowie Dziadoszan. Słyszycie ten świst wiatru w wiklinach nad Odrą? To nie tylko powietrze; to szept Marzanny, Pani Mrozu, która właśnie teraz, gdy zima dogasa, zmienia swą skórę.
W słowiańskim świecie granica między pięknem a grozą jest cienka jak lód na starorzeczu. Poznaj mroczną tajemnicę Marzanny i Baby Jagi – dwóch obliczy tej samej bogini, która włada śmiercią, chorobą i bramami zaświatów.
Posłuchajcie szeptu ognia… Wielu z was myśli, że Marzanna to tylko słomiana kukła, którą topimy w rzece, by przywołać słońce. Lecz nasi ojcowie wiedzieli, że to potężna i zmienna istota. Gdy słońce traci moc, ukazuje się nam jako „Dziewica Moru” – biała, piękna i zimna niczym księżyc nad Wzgórzami Dalkowskimi. Lecz strzeżcie się, bo gdy zstępuje do naszych osad, jej uroda opada niczym zeschły liść. Wtedy objawia swą drugą twarz: Jeża-Baby, którą dziś nazywacie Babą Jagą.
To wtedy staje się przeraźliwie chuda, jej włosy plączą się w dziki kołtun, a z jej ust wystają żelazne zęby – znak, że łaknie życia. Czy wiecie, dlaczego jedna z jej nóg jest naga i kościana? To nie kalectwo, to klucz! Ta noga to pomost do Nawii, królestwa umarłych, w którym Weles pasie dusze przodków. Samo jej imię, wywodzące się od prastarego rdzenia (j)ęga, krzyczy do nas o bólu, katordze i męczarni.
Marzanna-Jędza nigdy nie podróżuje sama. Za jej śladem kroczy Merot – kościsty siewca, co trzyma w dłoniach kosę, gotów żąć ludzi niczym nasi rolnicy proso na polach. W jej orszaku czai się też Cicha, ta, co bezszelestnie kradnie oddech dzieciom, oraz Kania, co porywa je w mglistych chmurach nad Baryczą. To dla nich nasi przodkowie budowali grody o potężnych wałach, jak ten w Przedmościu, wierząc, że drewno i ziemia powstrzymają tchnienie moru.
Lecz pamiętajcie mądrość Dziadoszan – „Ludzi Dziadów”. My wiemy, że śmierć i życie to jeden krąg. Kiedy topimy kukłę w lodowatej wodzie, wołając za naszymi ruskimi braćmi „Babu że zalej”, nie niszczymy bogini. My jedynie odsyłamy jej mroczne oblicze do wód zaświatowych, by mogła tam odpocząć i powrócić jesienią. Bo bez zimy nie byłoby wiosny, a bez Jędzy – nie docenilibyśmy ciepła ogniska.
Pamiętajcie: Marzanna z workiem chorób na plecach wciąż krąży po lasach łęgowych. Szukajcie jej śladów w marcowej pluchu, lecz zawsze miejcie przy sobie ogień – jedyną rzecz, której ta Pani Cienia nie potrafi zgasić.
A Ty, czy odważysz się spojrzeć w oczy Pani Zimy, zanim zniknie w nurcie rzeki? Czy w Twojej okolicy wciąż żywe są opowieści o Jędzy wychodzącej z lasu? Podziel się z nami swoimi rodzinnymi tradycjami topienia Marzanny w komentarzu! Pokażmy, że pamięć Dziadoszan o cyklach natury wciąż tętni w Krainie Łęgów Odrzańskich.
Ciekawostka historyczna
Choć postać Baby Jagi kojarzy się nam dziś z bajkami dla dzieci, dla dawnych Słowian była ona postacią rytualną. Archeolodzy odkryli, że w grodzisku w Gostyniu pod Głogowem znajdowało się miejsce ofiarne, gdzie palono ognie i deponowano srebro. Badacze sugerują, że takie „Łyse Góry” mogły być punktami styku, w których społeczność próbowała negocjować z siłami reprezentowanymi przez Marzannę i jej demony, by oddalić widmo głodu i chorób.
