Zasiądźcie bliżej, bracia i siostry, niech blask dębowych polan roztańczy się na waszych twarzach. Słyszycie ten klekot niosący się od strony nadrzecznych moczarów? To nie jest zwykły ptak. To król, to brat, to sędzia. To nasz Wojtuś, posłaniec z krainy, gdzie słońce nigdy nie zachodzi. My, Dziadoszanie, ludzie znad brzegów Odry i Baryczy, od pokoleń wiemy, że gdy on wraca, otwiera złotym kluczem łono samej Mokoszy.
Zanim pług przetnie darń naszych pól, a proso trafi do ziemi, nad krainą Dziadoszan musi zakrążyć on – święty bocian. Odkryj tajemnicę ptaka, który na skrzydłach przynosi dusze przodków z Wyraju i strzeże słowiańskich strzech przed ogniem i biesami.
Posłuchajcie szeptu ognia… Czy wiecie, dlaczego Wojtuś ma czerwony dziób i nogi? To barwa wstydu, która nie zbladła przez tysiąclecia. Dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, a Bogowie chodzili po naszych łęgach, jeden z ludzi dostał od Najwyższego zadanie. Miał wynieść ze świata worek pełen wszelkiego paskudztwa – żmij, jaszczurek i żab – i spławić go w morzu. Lecz człowiecza ciekawość, ta przeklęta jędza, kazała mu zajrzeć do środka. Worek pękł, a plaga rozpełzła się po naszych polach. Wtedy Bóg, w swej surowej sprawiedliwości, zamienił go w ptaka, by do końca dni wyłapywał to, co sam wypuścił. Czerwień na jego nogach to krew i wstyd, co zostały mu na pamiątkę tego grzechu.
Dla nas, „Ludzi Dziadów”, bocian to jednak przede wszystkim flisak dusz. Widzicie go, jak krąży wysoko pod chmurami? On wraca z Wyraju – tej rajskiej krainy zaświatów, gdzie dusze naszych przodków czekają na powrót do świata żywych. Wierzyliśmy, że to właśnie na bocianich skrzydłach nowe iskierki życia spływają z niebios prosto do łon naszych niewiast. Dlatego, panny moje, gdy bocian nad waszą chatą kołuje, szykujcie się na wesele albo kołyskę! Stare baby w naszych grodach – w Chobieni czy Obiszowie – mawiały nawet, by nie patrzeć mu w oczy zbyt długo, jeśli serce nie jest gotowe na ciężar macierzyństwa.
Pamiętam, jak w dymie naszych chat nad Odrą, na przełomie marca i kwietnia, gdy ziemia była jeszcze skuta pożegnalnym mrozem Marzanny, niewiasty piekły „busłowe łapy”. To były ciastka w kształcie ptasich stóp, wonne miodem i prosem – naszym świętym ziarnem, którego ślady archeolodzy znajdują w dnach dziadoszańskich jam zasobowych. Kładły te wypieki w puste gniazda, by przekupić los i zaprosić Wojtusia na nasz dach. Bo dom, na którym bocian osiądzie, jest czysty. Żaden bies, żaden topielec z Odry nie wejdzie tam, gdzie klekocze strażnik niebios. Bocian to żywa tarcza przeciw piorunom Peruna i pożarom.
Lecz strzeżcie się, druhowie! Bocian to ptak mściwy. Kto mu gniazdo zrzuci albo pisklę skrzywdzi, ten wyrokuje na swój ród. Słyszałem o gospodarzu zza Baryczy, co bociana uraził – ptak przyniósł w dziobie tlącą się głownię z ogniska i zrzucił ją na jego strzechę. Ogień strawił wszystko. Tak Wojtuś wyrównuje rachunki.
Patrzcie też, co czyni w gnieździe. Gdy rok ma być chudy, a Mokosz skąpić będzie deszczu, bocian wyrzuca jajo lub młode. To znak najstraszniejszy dla rolnika – zapowiedź głodu, którą ptak wyczuwa swą czystą duszą. Lecz gdy lata wysoko, rozgania gradowe chmury swym majestatem, ratując nasze uprawy prosa i lnu.
Bocian jest synem nieba i sługą ziemi. Kiedy więc ujrzycie go po raz pierwszy w locie, biegnijcie do domów obmyć twarze rzeczną wodą, by siła jego skrzydeł przeszła w wasze kości. Jesteśmy Dziadoszanie – lud rzeki, lud dębów i lud bocianich gniazd. Niech ten klekot przypomina wam o wiecznym kręgu życia, który Wojtuś odmierza co roku, niosąc klucze do naszych serc i pól.
Ciekawostka historyczna
Choć kult bociana kojarzy się z Polską wsią XIX wieku, korzenie tego szacunku są niezwykle głębokie. Archeolodzy badający osadnictwo słowiańskie w dorzeczu Odry wskazują, że środowisko nadrzeczne (łęgi) było naturalnym habitatem dla bociana białego, co sprzyjało budowaniu wczesnośredniowiecznej więzi między ludźmi a tymi ptakami. Co ciekawe, w niektórych regionach Słowiańszczyzny (szczególnie na Rusi) nazwa bociana – Bożka – wprost wskazuje na jego niegdysiejszy status boskiego posłańca. Badania nad słowiańskim dietami (analiza izotopowa kości z grodziska w Żukowicach) potwierdzają, że Słowianie masowo uprawiali proso, które wymagało ochrony przed owadami i gryzoniami – bocian, eliminując te szkodniki, był więc realnym, ekonomicznym sprzymierzeńcem Dziadoszan w walce o przetrwanie.
