Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie. Niech ciepło dębowych szczap przeniknie wasze ciała, bo nad zakolami Odry i Baryczy wieczorne mgły wciąż potrafią tchnąć wilgotnym chłodem zaświatów. Słyszycie, jak w kniei budzą się nocne ptaki? To czas, gdy całe nasze terytorium – od piasków wokół grodu w Chobieni aż po Wzgórza Dalkowskie – tętni sokami nowej wegetacji. Spójrzcie na te wysuszone korzenie i pożółkłe płatki ziół, które wrzucam do kociołka. Za dnia te same rośliny malowały nasze łąki na kolor słońca. Dziś opowiem wam o złocie, które Mokosz rodzi prosto z ziemi dla ratowania naszych sił na ciężkim wiosennym przednówku. Opowieść to o Mniszku, przez lud nasz zwanym najczęściej mleczem, podróżnikiem, dmuchawcem lub ziarnem słońca.
Gdy kapryśny kwiecień ustępuje miejsca jurnym mocom majowego słońca, nadodrzańskie łąki plemienia Dziadoszan wybuchają dywanem płynnego złota. Poznaj prastarą opowieść Wołcha o mniszku lekarskim – ziele, które Słowianie zwali „mleczem” i „dmuchawcem”, kryjącym w swoim białym soku gorzkie lekarstwo na przednówkowe niemocy, a w ulotnym puchu – sekretne ścieżki podniebnych żeglarzy.
Gdy słońce Swaroga wschodzi nad naszymi nadodrzańskimi opolami, mlecz rozchyla swoje złote korony. Prasłowiański człowiek, żyjący w gęstwinie mitów i bacznie obserwujący niebo, widział w tym małym kwiecie mikrokosmos – ziemskie odbicie słonecznej tarczy. Zwano go zimostratkiem, bo jego pojawienie się oznaczało ostateczny upadek i śmierć białej Marzanny. Lecz to ziele nosi w sobie podwójną naturę – tak jak rzeka, co potrafi i poić, i topić.
Uszczypnijcie łodygę mniszka, a ujrzycie, jak spływa z niej gęsty, biały sok. Gęsty niczym mleko. W naszej magii sympatycznej – opartej na odwiecznym prawie podobieństw – ten biały jad uchodził za wielki dar dla gospodyń i matek karmiących. Nasze niewiasty wylewały ten sok na brzegi miedz, prosząc Mokosz o dar obfitości, a szeptuchy warzyły z liści mlecza odwary dla matek, którym brakowało pokarmu dla niemowląt. Sokiem tym obmywano też wymiona krów w majowe poranki, by zabezpieczyć je przed czarownicami, które pod osłoną nocy zbierają rosę i skradają mleczną jurność z naszego inwentarza.
Lecz mniszek to nie tylko dar płodności. To gorzki pogromca niemocy. Gdy po długiej zimie w dusznych izbach, budowanych na nawozie dla termicznego ciepła, lud nasz stawał się blady, słaby, bez energii do ciężkiej orki prosa – mlecz spieszył z pomocą. Korzeń mniszka, wykopany z czarnej nadrzecznej mady zanim słońce wypali trawy, ma w sobie gorycz tak silną, że potrafi „odmulić” wątrobę, otworzyć zatory w śledzionie i wygnać z żółcią wszelkie zastałe w ciele zimowe trucizny. Syreński pisał w swych herbarzach, że sok z mniszka leczy „żółtą chorobę”, czyszcząc krew niczym wiosenny deszcz.
A co dzieje się z tym złotym kwiatem, gdy noc okrywa łęgi granatowym płaszczem? Jaga, nasza mityczna znachorka i matka lasu, wchodzi wtedy do ogrodów i wykonuje magiczny gest – strzepuje palce nad płatkami. Wtedy złote tarcze zamykają się, by rano narodzić się na nowo jako puchate, śnieżnobiałe kule. To dmuchawiec. W starych podaniach wschodnich Słowian wierzono, że ten delikatny puch nie należy do ziemskiego padółu. To puszyście lekkie nasiona, z których płanetnicy – potężne demony burzowe i chmurnicy – tkają swoje podniebne statki i liny. Gdy płanetnik unosi się w niebiosa, by gnać gradowe chmury i osłaniać pola przed gniewem Peruna, dmucha w puch mniszka, roznosząc życie na cztery strony świata. Nasza młodzież na biesiadach do dziś dmucha w te białe kule, wróżąc: ile nasion za jednym tchnieniem odleci, tyle miesięcy przyjdzie czekać na swadźbę lub tyle lat dostatku spłynie do spichlerza.
Pamiętajcie jednak: ziół tych nie wolno zbierać w lada jaki dzień. Największą moc mają zebrane przed letnim przesileniem, o świcie, nim rosa opadnie z liści, bo w rusalnym tygodniu wodne panny potrafią splunąć na ziele i odebrać mu sakralną moc leczenia. Szanujcie ten mały, przydrożny kwiat, co rośnie nawet na kamieniu, bo w jego złotej koronie i białym puchu Swarog zapisał wieczną opowieść o zmartwychwstaniu przyrody.
Niech ogień w waszych paleniskach nigdy nie gaśnie, a serca wasze pozostaną jurne i pełne sił, póki mlecz kwitnie na łęgach Krainy Dziadoszan.
Ciekawostka historyczna
Choć w dawnych wiekach mniszek lekarski traktowany był jako dar bogów i lekarstwo na przednówek, współczesna nauka i badania archeobotaniczne na Dolnym Śląsku dostarczają fascynujących dowodów na jego obecność w bliskości wczesnośredniowiecznych skupisk ludzkich. Podczas analizy makroszczątków roślinnych z fos i stref przywałowych grodów plemiennych Dziadoszan (m.in. w Obiszowie i Chobieni) badacze regularnie natrafiają na nasiona roślin synantropijnych i łąkowych, które rozwijały się w bezpośrednim sąsiedztwie fortów. Dla naukowców zajmujących się fitochemią obecność mniszka w diecie wczesnych Słowian jest oczywista – roślina ta, dzięki ogromnej zawartości inuliny, goryczy oraz witamin, stanowiła kluczowe, naturalne wsparcie dla ludzkiego organizmu wyniszczonego szkorbutem i brakiem świeżego pożywienia po zimie, co doskonale pokrywa się z opowieściami o „oczyszczającym odolonie” z wiejskich tradycji.
A Ty, czy zbierasz wiosną mniszkowe złoto na łąkach Krainy Łęgów Odrzańskich? Przyrządzasz tradycyjny, majowy miodek z „mlecza” według receptur swoich babć, czy traktujesz ten kwiat jedynie jako ogrodowy chwast? Podziel się swoimi rodzinnymi sposobami i opowieściami w komentarzu! Niech szept Dziadoszan o sile ukrytej w przyrodzie płynie dalej w naszej krwi!
Na podstawie
- Fischer A., Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych, Lwów 1934.
- Kujawska M., Łuczaj Ł., Sosnowska J., Klepacki P., Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych. Słownik Adama Fischera, Wrocław 2016.
- Pełka L. J., Polska demonologia ludowa. Wierzenia dawnych Słowian, Warszawa 1987.
- Szyjewski A., Religia Słowian, Kraków 2003.
- Gniazdo. Rodzima wiara i kultura, nr 1(18)/2017, nr 1(22)/2021, nr 3(24)/2021.
- Opracowania historyczno-osadnicze dotyczące plemienia Dziadoszan i Ziemi Głogowskiej (K. Czapla, D. Nowakowski).

