Zasiądźcie bliżej, rozniećcie większy żar z dębowych szczap. Słyszycie, jak nocny wiatr szumi w koronach drzew tam, gdzie prastary las schodzi prosto w podmokłe łęgi Odry? To czas Trawienia – maj, kiedy puszcza ożywa gwałtownie, a ziół moc święta ukrywa się w głębi boru. Dla nas, Dziadoszan, wygnanie stad na pierwsze zielone pastwiska to nie był zwykły trud gospodarski. To wejście w królestwo Gospodarza Kniei. To wkroczenie na terytorium, którym rządzi On – Leszy, zwany też przez naszych dziadów Borowym lub Dziadem Borowym.
Kiedy maj przykrywa Krainę Łęgów Odrzańskich gęstym dymem jałowca i soczystą trawą, granica między bezpiecznym obejściem a dziką knieją staje się cienka niczym pajęczyna. Poznaj mroczną i fascynującą postać Leszego – słowiańskiego Pana Lasu, i dowiedz się, jak plemię Dziadoszan u progu lata zawierało z nim pakt, by chronić swoje stada i zyskać przychylność kniei.
Posłuchajcie szeptu popiołów… W naszych borach, rozciągających się wokół grodów w Obiszowie i Chobieni, Leszy nie jest ani czystym dobrem, ani bezwzględnym złem. To potęga osobna, ambiwalentna, tak jak cała dzika przyroda, która potrafi wykarmić, lecz i zabić. Jan Długosz i późniejsi kronikarze rzadko go rozumieli, dopatrując się w nim rzymskiego satyra, lecz w wierzeniach naszego ludu Borowy to surowy sędzia i opiekun leśnej zwierzyny – zwłaszcza szarych wilków.
Najbardziej niesamowitą cechą Leszego jest jego wzrost, zmienny niczym cienie rzucane przez słońce w dąbrowie. Zapamiętajcie słowa starych myśliwych: gdy Borowy kroczy przez głęboką puszczę, głową sięga najwyższych wierzchołków stuletnich dębów, stając się olbrzymem, przed którym drży zwierzyna. Lecz kiedy zbliża się do miedzy – tej świętej granicy między ludzkim polem a anekumeną zaświatów – kurczy się gwałtownie! Na skraju lasu staje się równy trawie, mały niczym krasnal, szary i niepozorny, gotów ukryć się pod liściem paproci. Może przybrać postać starego dziadka o płonących oczach, ubranego wspak, ze skórą przypominającą korę wierzby, albo leśnego niedźwiedzia.
W maju, gdy pasterze z naszych opoli po raz pierwszy wyganiali bydło i owce na nadrzeczne łąki, musieli dopełnić surowego rytuału ochronnego. Borowy potrafi bowiem zaszumieć w głowie pasterza, omamić go leśnym echem i sprawić, że całe stado zagubi się w bagnach Baryczy na wieczną zgubę. Aby go obłaskawić, z samego rana, o świcie, pasterz obchodził granice pastwiska zgodnie z ruchem słońca. Na rozstajnych drogach, pod najstarszym dębem, zostawiano ofiarę – kraszankę Jarych Godów, kawałek obrzędowego kołacza i odrobinę miodu. Wypowiadano ciche zaklęcie: „Dziadku Borowy, weźmij obiatę, a stada mojego w bór nie wpuszczaj, od wilka strzeż”.
A medycyna naszych szeptuch? Aby zabezpieczyć krowy przed zakusami biesów i złym okiem, pastuszkowie splatali wianki z gałęzi brzozowych, zwane maidłami, i nakładali je zwierzętom na rogi. Okadzano obory dymem z bylicy, zebranej o świcie za dziewiątą miedzą, bo jej gorzki zapach oddalał leśne licho i złośliwe uroki czarownic. Myśliwi idący w knieję po zwierzynę nigdy nie śmieli rąbać drzew bez potrzeby ani ranić ziemi – szacunek dla lasu był jedynym sposobem, by Leszy poprowadził ich śladem jelenia, zamiast wodzić po manowcach, skazując na zatracenie.
Nasi przodkowie nie żyli w permanentnym strachu, lecz w przymierzu. Wiedzieli, że las odda swoje dary temu, kto szanuje jego władcę. Więc gdy jutro o świcie usłyszycie trzask łamanej gałęzi w zaroślach łęgowych, nie lękajcie się. To Pan Lasu sprawdza, czy pamiętacie o darach. Szanujcie knieję, a i ona was uszanuje.
Ciekawostka historyczna
Tradycja zawierania paktów z Panem Lasu była tak silna na ziemiach polskich, że w rejonach puszczńskich (w tym na Śląsku i Podlasiu) zawód owczarza i pasterza przez całe średniowiecze, aż do czasów nowożytnych, był otoczony zabobonną czcią i lękiem. Wierzono, że zawodowi owczarze posiadają bezpośredni pakt z Borowym (Welesowym pomocnikiem), dzięki czemu wilki nie atakowały ich stad. Archeolodzy badający wczesnośredniowieczne osady Dziadoszan (m.in. w Żukowicach) odnajdują liczne kościane i rogowe amulety oraz kły dzikich zwierząt (dzików, wilków) z przewierconymi otworami. Znaleziska te udowadniają, że noszenie cząstek dzikiej przyrody przy sobie miało wymiar apotropeiczny – było rodzajem „przepustki” i magicznej ochrony dusznej, pozwalającej bezpiecznie penetrować leśną anekumenę.
A Ty, czy spacerując po lasach Krainy Łęgów Odrzańskich, poczułeś kiedyś to dziwne wrażenie, że nie jesteś w puszczy sam? Czy w Twojej okolicy przetrwały legendy o Borowym, Borucie lub tajemniczych zniknięciach na moczarach? Podziel się lokalnymi opowieściami w komentarzu! Niech pamięć o słowiańskich Panach Lasu wciąż żyje w naszych sercach!
Na podstawie:
- Pełka L. J., Polska demonologia ludowa. Wierzenia dawnych Słowian, Warszawa 1987.
- Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska, Łódź 1981.
- Grochowski P., Polskie rodzimowierstwo. Dziedzictwo przedchrześcijańskich Słowian w świecie późnej nowoczesności, Toruń 2009.
- Gieysztor A., Mitologia Słowian, Warszawa 2006.
- Szyjewski A., Religia Słowian, Kraków 2003.
- Gniazdo. Rodzima wiara i kultura, nr 1(18)/2017, nr 1(19)/2019, nr 1(22)/2021, nr 1(24)/2021, nr 2(31)/2023.
- Opracowania historyczno-archeologiczne horyzontu sukowskiego znad Odry (K. Czapla, D. Nowakowski).

