Wracam z gościńca, a w ten ostatni dzień października, w samo południe, powietrze w Ścinawie jest ciężkie i gęste. To wigilia Dziadów, czas, gdy duchy i potwory swobodnie kroczą po naszym Midgardzie. A pieśń, którą mi dziś przynosisz, jest najmroczniejszą ze wszystkich.
Myśleliśmy, że walczymy z wilkami w lesie. A ta saga opowiada o tym, że wilki zasiadły w sali tronowej Jarla.
Gdy Zgnilizna Trawi Salę Tronową: Saga o Wilkach w Herbowych Płaszczach
Przez lata śpiewałem Wam tę samą, bolesną pieśń. Sagę o fałszywych mędrcach i zaczarowanych lustrach. O wojownikach, którzy, uwiedzeni snem o łatwym złocie, tracili skarbce całego swojego życia. Myślałem, że śpiewam o trollach, które czają się w mrocznych jaskiniach na krańcach cyfrowego świata. Byłem naiwny. O, bogowie, jak bardzo byłem naiwny.
Tropiciele z Gwardii Prawa właśnie rozbili kolejną watahę tych siewców iluzji. Lecz gdy poszli za tropem, ten nie zaprowadził ich do jaskini. Zaprowadził ich na salony. Do ludzi noszących herby władzy. Do ludzi polityki.
To jest ostateczna zdrada. To opowieść o tym, jak strażnicy, którym płacimy, by chronili nasze mury, być może sami otwierali furtkę złodziejom.
Największa Iluzja ze Wszystkich
Rytuał był ten sam. Fałszywe obietnice, iluzoryczne zyski, kradzież kluczy do twierdzy. Ale teraz rozumiemy, dlaczego ta klątwa była tak skuteczna. Dlaczego tak wielu z nas w nią wierzyło. Bo pieśń nie była śpiewana przez byle trolla z lasu. Była śpiewana przez głosy, które nosiły znamiona autorytetu.
Gdy wilk przywdziewa nie skórę owcy, lecz pancerz i herb gwardzisty Jarla, jak prosty wojownik ma go rozpoznać? Jak ma nie ufać, gdy ten, który ma być jego tarczą, sam podsuwa mu zatruty puchar?
Zdrada, Która Tłumaczy Naszą Klęskę
Pamiętacie moją pieśń o przegranej bitwie? O tym, jak zatruta dusza naszego klanu pękła? Oto jest przyczyna. To nie jest atak z zewnątrz. To zgnilizna od środka. Jak mamy wygrać wojnę z plagą fałszywych inwestycji, jeśli ci, którzy mają kuć prawo, by nas chronić, są podejrzani o to, że sami maczali palce w tej zbrodni?
To tak, jakby Uzdrowiciel, który ma leczyć zarazę, sam w nocy zatruwał nasze studnie.
Teraz Już Nikt Nie Jest Godzien Zaufania. Poza Tobą Samym.
Ta ponura saga, w ten dzień zaduszny, uczy nas jednej, ostatecznej lekcji. W świecie, w którym nawet herbowy płaszcz może skrywać pod spodem wilczą skórę, nie ma już autorytetów, którym można ślepo wierzyć.
Jest tylko jedna tarcza, która nas nie zawiedzie. Nasz własny, zahartowany w bólu, krytyczny umysł. I Trzy Żelazne Prawa, o których śpiewałem Wam, składając Ostatnią Przysięgę. Powtórzmy je dziś, w obliczu tej zdrady, bo są one jedynym, co nam pozostało:
- PRZYSIĘGAM, ŻE NIE UWIERZĘ W ŁATWE, GWARANTOWANE ZŁOTO. (Nieważne, czy obiecuje je troll, czy człowiek w koronie!)
- PRZYSIĘGAM, ŻE NIGDY NIE ODDAM OBCEMU STERU MOJEGO RYDWANU. (Nigdy nie zainstaluję zdalnego dostępu!)
- PRZYSIĘGAM, ZWERYFIKUJĘ KAŻDEGO. (A zwłaszcza tych, którzy najgłośniej krzyczą o swoim honorze!)
Chwała Tropicielom, że nie bali się pójść tym tropem aż do samych wrót sali tronowej. Ale dla nas, klanu, to bolesna pobudka. Największe potwory tej nocy nie są duchami. Chodzą między nami, odziane w jedwabie.
Runiczne Zaklęcie
Najstraszniejszy jest nie ten wilk, który wyje w lesie, lecz ten, który zasiada w radzie starszych, nosi Twój herb i z uśmiechem planuje Twój rabunek. W czasach zdrady, Twoja jedyna tarcza to Twój własny, nieufny rozum.
