Zasiądźcie bliżej ognia, przyjaciele, niech jego ciepło ogrzeje wasze kości, a moje słowa przeniosą was w czasy, gdy Wzgórza Dalkowskie nie były tylko punktem na mapie, lecz progiem do świata Bogów. Spójrzcie w stronę Gostynia. Czy wiecie, że ta ziemia, z pozoru cicha i uśpiona, skrywa tajemnicę, która każe sercu bić szybciej?
Mówi się o niej Łysa Góra, a na starych mapach widnieje jako Altar Grund – Ołtarzowy Grunt. To nie przypadek. Mądrzy ludzie, którzy czytają z warstw ziemi niczym my z lotu ptaków – archeolodzy – odkryli tam rzeczy, które zmieniają nasze spojrzenie na przeszłość tego regionu. W cieniu dawnych wałów odnaleziono skarb. Nie był to jednak trzos kupca zgubiony w pośpiechu, ani majątek ukryty przed najeźdźcą. To srebro – pocięte monety i ozdoby, zwane siekańcami – spoczywało tam jako święta ofiara.
Dlaczego Dziadoszanin oddał ziemi to, co miał najcenniejsze? Bo wiedział, że srebro jest mostem. Było to wotum dla numinów – potężnych sił natury, które władały tym wzgórzem. Badania sugerują, że Łysa Góra w Gostyniu mogła być lokalnym sanktuarium, miejscem, gdzie sacrum stykało się z profanum. Znaleziony tam kamień ze śladami ognia świadczy o płonących tu niegdyś świętych zniczach, przy których zanoszono modły o plony i zwycięstwa.
Sama nazwa Gostyń może szeptać do nas echem dawnego słowa gvozd – oznaczającego gęsty, górski las, być może święty gaj, w którym nie wolno było wycinać drzew, a jedynie składać dary. To czyniło to miejsce nietykalnym, „świętym gajem” Dziadoszan, gdzie drzewa były filarami świątyni, a niebo sklepieniem.
Łysa Góra to ołtarz wzniesiony przez samą naturę, na którym plemię składało swe nadzieje, lęki i dziękczynienie, wierząc, że srebro zakopane w korzeniach świata zapewni im przychylność losu.
Wdrap się na Łysą Górę o świcie z zapaloną gromnicą w drugi dzień lutego. To wtedy najłatwiej poczuć obecność dawnych Bogów. Zrobisz zdjęcie z tego szczytu i oznaczysz nas? Pokażmy siłę naszej lokalnej historii!
