Zasiądźcie bliżej ognia, bracia i siostry, niech żar dębowych polan rozgrzeje wasze dłonie, bo Marzec stoi już w progu łęgów. Marcowy wiatr wciąż niesie w sobie chłód Marzanny. Wsłuchujcie się w tym miesiącu, jak gałęzie brzóz ocierają się o siebie w mroku? To one są dzisiejszymi bohaterkami naszej opowieści. Wielu z was mówi dziś „marzec”, kłaniając się rzymskiemu bogu wojny, Marsowi, którego imię przynieśli nam obcy skrybowie. My jednak, Dziadoszanie, lud z puszcz nadodrzańskich, pamiętamy imiona, które nadała temu czasowi sama natura.
Zanim rzymski Mars narzucił nam swoje imię, trzeci miesiąc roku przemawiał do naszych przodków szeptem brzozowych soków i mlaskaniem błota na rozstajach. Poznaj zapomniane imiona czasu, w którym życie wydziera ziemię z objęć lodu.
Posłuchajcie szeptu popiołów… Nasi ojcowie nie znali pojęć abstrakcyjnych; dla nich czas był żywym cyklem pracy i obserwacji. Najstarszym mianem, jakie nosił ten miesiąc, był Brzezień (lub Brzeziec), którego echo do dziś słychać w mowie naszych czeskich i ukraińskich braci. To imię wywodzi się z samej bieli brzozowej kory, która jako pierwsza czuje puls nadchodzącej wiosny.
Gdy słońce zaczynało mocniej przygrzewać, nasi przodkowie ruszali do lasów, by nacinając pnie, toczyć oskołę – słodki, życiodajny sok brzozowy. Nazywali wtedy ten czas „Sokownikiem” lub po prostu „Oskołami”. Był to dla nich święty napój, pierwszy zastrzyk witamin na przednówku, który budził krew w żyłach po długiej, mroźnej zimie. Lecz marzec to nie tylko słodycz. To także czas Kazidrogi. Spójrzcie na nasze nadrzeczne trakty – topniejące śniegi i marcowa plucha zamieniały je w błotne pułapki, które „każiły” (psuły) każdy szlak, czyniąc wyprawy wojenne niemal niemożliwymi.
Nasi południowi bracia, Chorwaci, do dziś zwą ten miesiąc Ožujak. To imię ostrzega nas przed kłamstwem i złudą. Marzec potrafi bowiem omamić słońcem, by za chwilę uderzyć mrozem. To właśnie w tym czasie granica między życiem a śmiercią jest najcieńsza. Topiliśmy wtedy kukłę Marzanny w lodowatym nurcie rzek, wierząc, że wraz z nią odejdzie martwy czas, a ustąpi miejsca Jaryle, który na białym koniu przynosi zielone pędy.
Pamiętajcie: marzec to nie jest miesiąc wojny, lecz walki o przetrwanie. To czas, gdy strumienie pękają z hukiem pod naporem wody, a ziemia, choć błotnista i zdradliwa, zaczyna oddychać. Jesteście cząstką tego cyklu – w waszych żyłach płynie ta sama siła, która każe brzozie pić soki z głębi matki ziemi.
A Ty, jak nazywasz ten czas w swoim sercu? Czy bliżej Ci do brzozowego przebudzenia, czy może walki z kapryśną aurą marca? Podziel się w komentarzu swoimi rodzinnymi sposobami na wiosenne wzmocnienie – czy w Twoim domu pije się jeszcze oskołę lub herbaty z pierwszych ziół? Niech dawne miana marca ożyją w naszych opowieściach!
Ciekawostka historyczna
Choć nazwa „marzec” brzmi podobnie do imienia bogini Marzanny, językoznawcy (w tym m.in. Aleksander Brückner) potwierdzają, że to podobieństwo jest zupełnie przypadkowe. Marzanna wywodzi się od prasłowiańskiego rdzenia mar-/mor- (związanego ze śmiercią i zamieraniem, jak w słowie „mór”), podczas gdy łaciński Martius pochodzi od boga wojny Marsa, który pierwotnie u Rzymian był również… patronem rolnictwa i wegetacji.
