Zanim opowiem Wam tę historię, stańcie w myśli na skraju głębokiego lasu. Nie takiego, gdzie widać wydeptane ścieżki i słychać daleki warkot samochodów. Mam na myśli prawdziwą puszczę, jaka niegdyś porastała te ziemie nadodrzańskie. Miejsce, gdzie stare sosny drapią chmury, a ciszę przerywa tylko trzask gałęzi pod ciężarem czegoś, czego nie widać. W takim lesie czujesz, że jesteś obserwowany. Ale nie jak zwierzyna przez drapieżnika. Czujesz, jakby sam las zaglądał ci w duszę i ważył twoje serce. To w takich borach mieszkał on. Nie tylko pan lasu, ale jego sędzia. Dobrochoczy.
Wielu myli go z Leszym i nic w tym dziwnego, bo są sobie bliscy jak dwa konary tego samego dębu. Lecz o ile Leszy jest kapryśnym i dzikim władcą puszczy, tak Dobrochoczy jest jej sumieniem. Nieufny wobec ludzi, to prawda, ale obdarzony odwieczną, surową sprawiedliwością. Wyobraź sobie, że stąpasz po jego królestwie. On idzie obok ciebie, niewidzialny. Gdy mijasz młode brzózki, jest twojego wzrostu. Gdy wchodzisz między potężne, trzydziestometrowe sosny, on rośnie razem z nimi, a jego głowa ginie w zielonym mroku koron. On widzi wszystko.
Jeśli twoje serce jest czyste, a w lesie jesteś gościem pełnym szacunku, nie masz się czego lękać. Zabłądziłeś? Być może gałąź, która tarasowała ścieżkę, sama pęknie, a przez chmury przedrze się promień słońca, wskazując ci drogę. Ale biada ci, jeśli jesteś kłusownikiem, złodziejem, jeśli masz na sumieniu krzywdę niewinnego. Wtedy Dobrochoczy staje się bezlitosny. Korzenie drzew wyrosną pod twoimi stopami, by cię spętać. Gałęzie uderzą z siłą maczugi. Las, który był schronieniem, stanie się twoim grobem.
Jednak nawet w tej surowości kryła się pewna… elastyczność, jakby nasi przodkowie rozumieli, że sprawiedliwość czasem potrzebuje ludzkiego gestu. Jeśli złoczyńca w porę zrozumiał, z kim ma do czynienia, mógł spróbować go przebłagać. Nie złotem, nie obietnicami. Kromką chleba i szczyptą soli, zostawioną na pniu jako dar. To nie była zwykła łapówka. To był akt pokory. Uznanie jego władzy i podzielenie się tym, co dla człowieka najcenniejsze. Czasem to wystarczało, by sędzia lasu okazał łaskę. Wszak, jak widać, pojęcie sprawiedliwości od wieków było bardzo pojemne.
Ciekawostka Historyczna
Sama nazwa „Dobrochoczy” jest kluczem do zrozumienia jego natury i tego, co odróżnia go od bardziej chaotycznego Leszego. Najprawdopodobniej pochodzi od zbitki słów: „dobra chęć” lub „dobrze chodzący”. Nie jest to więc w swej istocie demon zły, lecz duch o dobrych intencjach, ten, który kroczy przez las z dobrą wolą. Jego celem nie jest szkodzenie, lecz utrzymanie porządku i równowagi. Karze tylko tych, którzy ten porządek burzą. Jest więc ucieleśnieniem sprawiedliwości samej natury.
Refleksja Stoicka
„Nigdzie bowiem nie schroni się człowiek spokojniej i łatwiej jak do własnej duszy. (…) Stale więc pozwalaj sobie na ten odpoczynek i odnawiaj sam siebie.”
– Marek Aureliusz, Rozmyślania
Dobrochoczy jest doskonałą metaforą naszego sumienia. Przeraża tylko tych, którzy mają powody do strachu. Jego las to nasza własna dusza. Gdy wchodzimy do niej z nieuczciwymi zamiarami, z ciężarem winy, każdy kąt wydaje się mroczny i pełen zagrożeń. Boimy się osądu, bo w głębi wiemy, że na niego zasłużyliśmy. Ale jeśli nasze serce jest czyste, a intencje dobre, ten sam las staje się miejscem schronienia i spokoju. Dobrochoczy uczy nas, że ostateczny sędzia nie mieszka w puszczy, ale w nas samych. Lęk przed nim to tak naprawdę lęk przed spojrzeniem w lustro własnej duszy.
