Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie, niech blask płomieni rozgoni mrok nadodrzańskiej nocy. Słyszycie ten szum wierzb nad Odrą? To nie tylko wiatr. To szept drzewa, które jedną nogą stoi w słońcu Jarych Godów, a drugą głęboko w bagnistym mule, gdzie Weles pasie swe stada. Dziś wyjawię wam tajemnicę srebrzystej witki – opowieść o tym, jak dawać życie i jak je powstrzymać, gdy noc staje się zbyt upalna.
Wierzba w krainie Dziadoszan to żywy pomost między światami. Poznaj historię drzewa, które smaganiem budzi krew do życia, lecz w swym mrocznym cieniu potrafi uwięzić płodność podstępnym uściskiem Rokity.
Posłuchajcie szeptu wody… Dla nas, Dziadoszan – „Ludzi Dziadów” – każda rzecz ma swe odbicie w zaświatach. Wierzba to drzewo graniczne, które kocha miedze i mokradła, czyli miejsca, gdzie granica między Jawią a Nawią jest cienka jak pajęczyna.
Kiedy wiosna puka do naszych grodów, wierzba pierwsza podnosi głowę. Jej witki, pełne soków, stawały się „różdżkami życia”. Kto z was nie widział smagania dziewcząt w Poniedziałek Wielkanocny? To nie zabawa, to rytualny transfer – energia wzrostu drzewa przechodziła na kobietę, by jej łono było tak płodne jak nadrzeczne łęgi. Tak samo pasterze uderzali bydło przy pierwszym wypasie, by krowy były mleczne i silne, a potem rózgę tę zatykali w oborze, budując barierę, której nie przejdzie żadna nocna Mara.
Nawet nasza palma, to „bagnięcie”, ma kształt potężny i falliczny, zwiastujący odrodzenie męskiej siły. A połykanie bazi – tych srebrnych „kotków”? To akt przyjęcia boga do środka, by salicyna w nich zawarta, którą mędrcy dziś badają w swych laboratoriach, ugasiła ogień w gardle i ból w kościach.
Lecz strzeżcie się, bo wierzba włada też mrokiem. Choć symbolizuje życie, nasi przodkowie znali jej „zimną” naturę. Wierzono, że wywar z jej liści potrafi hamować ogień pożądania i chronić panny przed owocami nocnych schadzek. Istniało straszne tabu: biada kobiecie, która spaliłaby wierzbowe bazie w domowym ognisku! Taki czyn rzucał klątwę na ród – jej łono mogło wyschnąć na wieki, odcinając gałąź od Drzewa Przodków.
To w spróchniałej „rokicinie” mieszka Rokita, duch bagien, który patrzy na nas sękatymi oczami. Wierzba leczyła febrę, gdy chory oddawał jej swoje cierpienie, wtykając w kora paznokcie i włosy, wierząc, że drzewo-strażnik zabierze chorobę do podziemnego królestwa.
Pamiętajcie: wierzba to lustro słowiańskiej duszy. Daje radość wianka na Kupałę, lecz i przypomina o bagnie, z którego wszyscy wyrośliśmy i do którego powrócimy.
Czy w Twoim domu rodzinnym wciąż połyka się bazie z wielkanocnej palmy „na zdrowie”? A może babcia ostrzegała Cię przed wycinaniem starych wierzb nad rzeką? Podziel się swoimi wspomnieniami o tym magicznym drzewie w komentarzu! Niech pamięć o dwoistej naturze wierzby, powiernicy naszych dziadów, trwa w Krainie Łęgów Odrzańskich.
