Powiadano w dawnych czasach, że słowo było silniejsze niż stal, bo miecz mógł przeciąć ciało, lecz słowo – duszę.
Wikingowie wiedzieli, że przysięga nie była tylko dźwiękiem w powietrzu, lecz więzią między światem ludzi a światem bogów.
A Słowianie wierzyli, że każde wypowiedziane słowo ma duszę – że gdy je złamiesz, dusza ta błąka się potem między drzewami, jęcząc w wietrze jak duch, który nie znalazł spokoju.
W dawne dni, gdy wojownik składał przysięgę przy ogniu, Swarożyc słuchał płomienia, a Odyn patrzył z wysokości.
Fałszywe słowo paliło język, a niekiedy gniło w ustach, bo bogowie nie zapominali tych, co oszukiwali przy ich ogniu.
„Kto kłamie w świetle, temu nawet noc nie da schronienia” – tak mawiano przy uczcie, nim wino dotknęło warg.
Wiking mówił: „Przysięga to nie ozdoba ust, lecz ciężar, który dźwigasz na barkach.”
Słowianin odpowiadał: „Nie przysięgaj, jeśli nie chcesz stać się niewolnikiem własnych słów.”
Bo obietnica to nasienie – jeśli padnie w czystą ziemię, da plon, lecz jeśli rzucisz je w bagno kłamstwa, zgnije, a wraz z nim ty sam.
Każdy, kto łamie słowo, traci nie tylko zaufanie innych, ale też własny cień – bo nawet cień odwraca się od kłamcy.
I choć ludzie mogą zapomnieć, bogowie pamiętają.
Perun, Pan gromu, nie uderza w ziemię bez przyczyny, a Weles, strażnik podziemi, zna imiona tych, co splamili swe języki.
Nie ma miodu, który osłodzi usta skażone fałszem.
Nie ma pieśni, która przywróci honor temu, kto zdradził własne słowo.
Bo kłamstwo jest jak dym – wypełnia powietrze, dławi oddech, a jednak nigdy nie trwa długo.
Prawda natomiast jest jak ogień – pali, ale oczyszcza.
Lepiej milczeć niż przysięgać kłamliwie.
Bo milczenie to cień mądrości, a fałszywe słowo – krzyk głupca.
Człowiek może żyć bez bogactwa, może przetrwać bez miecza, lecz nie przetrwa długo bez honoru, bo wtedy gnije od środka.
Niech twoje słowo będzie jak runa wyryta w kamieniu – niewzruszona, choć czas próbuje ją zetrzeć.
Niech twoja mowa będzie jak ogień Swarożyca – gorąca, ale czysta.
Niech twoja dusza zna smak prawdy, choćby gorzkiej, zamiast karmić się miodem kłamstwa, który zamienia serce w popiół.
Bo człowiek, który mówi prawdę, jest jak dąb – czasem zraniony, czasem stary, lecz zawsze stojący prosto.
A kłamca jest jak trzcina na bagnie – szumi głośno, póki wiatr nie ucichnie, a potem znika, nie zostawiając po sobie nic, prócz brzydkiego zapachu.
Wikingowie i Słowianie wiedzieli, że słowo to świętość.
Nie wypowiada się go lekko, nie składa się go w żartach.
Bo w każdej przysiędze czai się duch odpowiedzialności – i kto go lekceważy, sprowadza na siebie cień bogów.
Odyn powiadał: „Nie każdy, kto milczy, jest mądry, ale każdy, kto kłamie, sam podpisuje swój wyrok.”
A Perun dodawał: „Niech twoje słowa będą jak gromy – rzadkie, lecz prawdziwe.”
Mądrość z Gaju i Fiordu:
„Słowo, które złamiesz, złamie ciebie.
Bo nawet najczystsza przysięga gnije w ustach kłamców.”
