Zasiądźcie bliżej ognia i narzućcie na ramiona wilcze skóry, bo mróz tej nocy kąsa niczym wściekły pies. Dziś, gdy świat szykuje się na przyjście dobrotliwego biskupa z workiem prezentów, opowiem wam historię starszą niż pastorały i czerwone płaszcze. Opowiem o tym, jak prastara siła nie dała się wygnać, lecz zmieniła oblicze, by przetrwać. To opowieść o Wielkim Transformatorze, o Bogu Rogatym, który skrył swoje rogi pod infułą, a dzikie wilki zamienił w posłuszne owieczki. Posłuchajcie o Welesie, który stał się Mikołajem, i o tym, że pod powierzchnią nowej wiary wciąż płynie ten sam, stary nurt.
Gdy nastały nowe czasy, a stare chramy płonęły lub zamieniały się w kościoły, bogowie nie odeszli. Oni po prostu zmienili imiona. Spójrzcie na Świętego Mikołaja. Czy widzicie w nim tylko dobrotliwego staruszka? Spójrzcie głębiej. W ludowej pamięci, tu, na mokradłach i w gęstwinach Łęgów Odrzańskich, Mikołaj to nie tylko święty od prezentów. To Wilczy Pasterz.
Mówiono, że Weles, pan podziemi i opiekun bydła, musiał ustąpić miejsca, jednak lud nie chciał porzucić swojego opiekuna. I tak cechy Welesa przylgnęły do Mikołaja niczym rzep do psiego ogona. To on, podobnie jak dawny Wołos, dzierży klucze – niegdyś do Nawii, krainy zmarłych, teraz do Raju. To on jest panem wilków. Wierzono, że gdy wataha wyje w grudniową noc, to właśnie Mikołaj zwołuje swoje psy, by nakazać im posłuszeństwo i zamknąć paszcze, chroniąc ludzkie stada.
Widzicie tę dwoistość? Z góry, z niebios, grzmi Eliasz – surowy następca Peruna, władca piorunów. Jednak z dołu, z ziemi i wody, opiekuje się nami Mikołaj-Weles. To on jest patronem bogactwa, bo przecież Weles był „skotij bogiem”, panem inwentarza, który w dawnych wiekach był miarą majątku. Dziś Mikołaj jest „szczodrym szafarzem”, rozdającym dary, tak jak dawniej Weles sypał zbożem i darzył płodnością. Nawet jego długa, siwa broda to echo dawnych żniw, kiedy ostatni snop zboża wiązano w tzw. „Brodę Welesa” lub „Brodę Mikuły”, by zapewnić urodzaj na przyszły rok.
Pamiętajcie więc, gdy 6 grudnia znajdziecie podarkiem w bucie – to nie tylko gest chrześcijańskiego miłosierdzia. To echo dawnej ofiary, którą składano panu Zaświatów i magii, by zapewnić sobie pomyślność w nadchodzącym, ciemnym czasie zimy.
Ciekawostka Historyczna
Imię Weles (lub Wołos) jest fascynującą zagadką językową. Rdzeń vel- w wielu językach indoeuropejskich wiąże się ze wzrokiem, widzeniem (stąd wieszcz, wołchw – ten, który widzi więcej), ale także z… wełną i włosami (stąd Wołos – włochaty, co pasuje do opiekuna bydła i zwierząt). Co więcej, w językach bałtyckich veles oznacza dusze zmarłych, a Velinas to bóg śmierci. To doskonale pokazuje, jak w jednej postaci łączyły się sfery: bogactwa materialnego (bydło/wełna) i duchowego (zaświaty/wiedza).
Refleksja Stoicka
„Świat jest zmianą, życie jest wyobrażeniem.” – Marek Aureliusz, Rozmyślania
Historia Welesa, który stał się Mikołajem, to potężna lekcja o naturze zmiany i adaptacji. Nic w naturze nie ginie, wszystko ulega transformacji. Dawni bogowie nie umierają, póki żyją archetypy, które reprezentują – potrzeba ochrony, bogactwa, czy przewodnictwa duchowego. Stoicyzm uczy nas akceptować tę zmienność form przy zachowaniu stałości istoty. Zamiast walczyć z nowym (chrześcijańską formą), nasi przodkowie zaadaptowali ją, zachowując mądrość starego (funkcje Welesa). To przypomnienie, byśmy i my w naszym życiu nie przywiązywali się kurczowo do etykiet i nazw, lecz szukali głębszego sensu i wartości, które trwają mimo upływu czasu.
