Zasiądźcie bliżej ognia, przyjaciele, niech dym gryzie w oczy, a opowieść popłynie jak mroczna woda. Dziś opowiem wam o cieniu, który kładzie się na mokradłach, tam gdzie Odra leniwie zakręca pod Ścinawą. Mieszka tam on – Rokita.
Zapomnijcie o jasełkowym diable z widłami, o którym mówią księża. Rokita to byt znacznie starszy, to potężny demon nadrzecznych łęgów, który zrósł się z naturą tak mocno, że przybrał postać starej, spróchniałej wierzby. Dziadoszanie, nasi przodkowie władający tą ziemią, wiedzieli dobrze, że wierzba to drzewo graniczne – strażnik progu między twardym lądem a zdradliwą wodą, między światem żywych a krainą duchów.
Rokita obrał sobie te drzewa za tron, by pilnować wejść do niedostępnych mokradeł. Jest surowym gospodarzem – zwodzi na manowce i topi w bagnie tych, którzy wchodzą w las z hałasem, niszczą groble czy nie szanują spokoju rzeki. Starzy ludzie powiadają, że w bezksiężycowe noce wierzby nad Odrą ożywają. Potrafią przemieszczać się wzdłuż brzegów, a ich poskręcane, obnażone przez nurt korzenie to w istocie palce Rokity, chciwie szukające w rzecznym mule dawnych skarbów i ofiar.
Spójrzcie na te drzewa inaczej. Wierzba to nie tylko drewno na opał. To niemal żywa strażnica, której spękana kora zdaje się wciąż pamiętać dotyk dłoni słowiańskich rybaków, wiążących sieci i składających ciche dary wodzie.
Kiedy następnym razem będziesz nad Odrą, spójrz uważnie na stare, rosochate wierzby. Czy ten sęk to tylko drewno, czy może oko, które cię obserwuje? Czy widzisz w ich pniach twarz Rokity? Podziel się swoją historią o spotkaniu z duchem lasu w komentarzu!
