Zatrzymajcie się na chwilę. Sierpień w pełni, słońce wciąż mocno grzeje, ale w powietrzu czuć już ledwo zauważalną nutę nadchodzącej jesieni. Właśnie teraz, na skrajach pól i wzdłuż dróg nadodrzańskich, ugina się pod ciężarem swoich owoców pewien krzew. Jego jagody są czarne jak noc bez gwiazd, a baldachy kwiatów, które jeszcze niedawno lśniły bielą, teraz są tylko wspomnieniem. Mówię o czarnym bzie – roślinie-zagadce, roślinie-progu. Dla jednych był demonicznym portalem, dla innych aniołem stróżem. Posłuchajcie opowieści o jego dwoistej duszy.
Dla naszych przodków czarny bez nie był ani dobry, ani zły. Był święty, a to coś znacznie więcej. Należał do sfery sacrum, więc podchodzono do niego z lękiem i szacunkiem. Wierzono, że pod jego korzeniami mieszka opiekuńczy duch, Bzionek. Dlatego nie wolno było go ot tak wyciąć czy złamać mu gałęzi. Taki brak szacunku ściągał na człowieka gniew ducha: paraliż, kołtun we włosach, a nawet śmierć w rodzinie. Bez był bramą do innego świata i nie należało przy tej bramie majstrować bez powodu.
A jednak, gdy traktowano go z czcią, odwdzięczał się hojnie. Z jego cierpkich, czarnych jagód gotowano pożywną zupę fafułę i robiono powidła, które pozwalały przetrwać zimę. Z jego gałązek (po odprawieniu odpowiednich rytuałów) strugano fujarki, których dźwięk niósł się po polach. Zatykano jego gałązki w strzechy chat, by chroniły przed czarami, a z drewna robiono skoble do obór, by żadna wiedźma nie odebrała krowom mleka. Był obecny w pieśniach weselnych, we wróżbach miłosnych i w wiankach święconych w Noc Kupały.
Jednak jego prawdziwa potęga objawiała się w leczeniu. Był apteką dla ubogich, ostatnią deską ratunku. Znachorzy wiedzieli, jak rozmawiać z jego mocą: kora skrobana z góry na dół wywoływała przeczyszczenie, a skrobana z dołu do góry – wymioty. Napar z jego kwiatów i jagód, zbieranych o wschodzie słońca, gdy rosa jeszcze lśniła na liściach, pito na kaszel i gorączkę. Dymem z jego gałązek kadzono, by leczyć drogi oddechowe, a w wodzie z jego dodatkiem kąpano dzieci chore na ospę, oddając chorobę krzewowi. Zakopywano pod nim ucięty kołtun, by ten nie mógł wrócić i nękać człowieka.
Gdy zaś wszystkie inne metody zawiodły, a człowiek stał na granicy życia i śmierci, zwracano się do bzu z najcięższymi prośbami. Wyobraźcie sobie tę scenę o zmierzchu: chory siedzi pod krzewem, a obok niego paruje garnek z wrzątkiem. Pomocnik obchodzi krzew dookoła, pytając trzykrotnie: „Co gotujesz?”. A chory odpowiada za każdym razem: „Stare części młodego ciała”. Była to próba symbolicznego „ugotowania” choroby, oddania jej potężnemu duchowi bzu. Jeśli to nie pomogło, wierzono, że dla chorego nie ma już ratunku na tym świecie. Bez był ostatecznym sędzią, który decydował, czy czas już wracać do zdrowia, czy do ziemi.
Ciekawostka Historyczna
Wspomniany w tekście duch, Bzionek, jest doskonałym przykładem genius loci – ducha opiekuńczego konkretnego miejsca, w tym przypadku pojedynczego krzewu czarnego bzu. Jego imię najprawdopodobniej pochodzi wprost od słowa „bez”. To pokazuje, jak głęboko animistyczny był świat Słowian. Każde drzewo, każdy kamień, każdy krzew mógł mieć swojego indywidualnego, imiennego strażnika, z którym należało żyć w symbiozie, okazując mu szacunek i prosząc o łaskę.
Refleksja Stoicka
„Wszystko jest wzajemnie powiązane, a węzeł to święty. I nie ma prawie niczego, co by było sobie obce. Wszystko bowiem zostało razem uporządkowane i razem tworzy porządek tego samego świata.” – Marek Aureliusz, Rozmyślania
Czarny bez jest doskonałą lekcją stoickiej filozofii natury. Uczy nas, że podział na „dobre” i „złe” jest często powierzchownym, ludzkim uproszczeniem. Bez jest jednocześnie pożywieniem, lekarstwem, trucizną (w niektórych częściach), schronieniem ducha i portalem do zaświatów. Nie jest ani jednym, ani drugim – jest wszystkim naraz. Nasi przodkowie to rozumieli. Nie klasyfikowali go, lecz obserwowali i szanowali jego złożoną naturę. Przyjmowali go jako część wielkiego, świętego porządku, w którym życie i śmierć, zdrowie i choroba, ochrona i zagrożenie są ze sobą nierozerwalnie splecione. Stoicka mądrość polega na dostrzeżeniu tego świętego węzła i zrozumieniu, że wszystko ma swoje miejsce i cel w harmonii kosmosu.
