Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie. Niech blask dębowych szczap rozgoni wieczorny chłód wznoszący się znad nadodrzańskich łęgów, tam gdzie błękitne mgły ścielą się leniwie niczym ślubny welon rusalnych panien. Słyszycie, jak szumią stare dęby w grodach w Obiszowie, Chobieni czy Żukowicach? Nadeszła pora, gdy słońce Swaroga dosięga szczytu swej potęgi, a noc staje się krótka i ulotna niczym jedno mgnienie. Wy, karmieni rzymskimi naukami, zowiecie ten czas „czerwcem”. Lecz czy wiecie, dlaczego to słowo niesie w sobie purpurę, potężne bogactwo ukryte w korzeniach i zapach twardego, rolniczego trudu? My, Dziadoszanie, znamy sekret tego miesiąca od zarania wieków. Gdy kapryśny trawień ustępuje miejsca najgorętszym dniom roku, Kraina Łęgów Odrzańskich staje się polem niezwykłego zbioru. Poznaj tajemnicę czerwca – miesiąca, w którym przedchrześcijańscy Słowianie klęczeli na ugorach, wykopując z korzeni robaka, który dawał purpurę wartą więcej niż arabskie dirhemy i skandynawskie kruszce. Posłuchajcie szeptu popiołów… Wy dziś patrzycie na czerwiec przez pryzmat kupalnych ognisk i wianków niesionych nurtem Odry. To piękny, jary czas. Lecz dla rolnika i rzemieślnika z naszego plemienia, czerwiec był przede wszystkim czasem Ugornika. Dlaczego tak go zwano nad Odrą i Baryczą? Bo w kalendarzu naszych prac to pora sroga i przełomowa. Oziminy już dawno w ziemi, jare proso i len puszczają pędy pod niebo, a kmieć musi wyjść na ugór. Ugór – ta odpoczywająca, twarda rola – właśnie teraz, przed letnim przesileniem, musi zostać poorana po raz pierwszy. To twardy, krwawy pot lejący się z czoła siewcy, bez którego ziemia Mokosz nie zregeneruje swoich sił na kolejny rok. Czerwiec jako Ugornik to miesiąc zawieszenia między starym a nowym plonem, czas twardej walki o spór w spichlerzach. Lecz prawdziwa tajemnica, która nadała imię temu miesiącowi, ukryta jest nisko, tuż przy samej ziemi, w korzeniach skromnej rośliny zwanej konwencjonalnie czerwcańcem lub czerwcałkiem. Popatrzcie na ten mały, szary pęcherzyk, który trzymam w dłoni. To nie jest korzeń. To larwa owada, którego nasi mędrcy zowią czerwcem polskim (Porphyrophora polonica). Właśnie teraz, w czerwcu, przed Nocą Kupały, niewiasty i dzieci z naszych nadodrzańskich osad wychodzą masowo na piaszczyste nieużytki i ugory. Klęczą w pokorze przed Mokoszą, delikatnie rozgrzebując ziemię wokół korzeni czerwcańca. Szukają owych małych, purpurowych kropel natury. Bo czerwiec polski właśnie w tym czasie składa swoje jaja i zamyka się w twardych larwach. Trzeba go zebrać setki, tysiące, nim słońce uwalniające żywioły sprawi, że owad opuści swoją bezpieczną powłokę. Zebrany czerwie suszy się na słońcu Swaroga, a potem uciera w kamiennych moździerzach na drobny, krwawy proszek. Gdy wrzucisz ten proszek do wrzącej wody w wielkich glinianych naczyniach, jakie kunsztownie lepią nasi garncarze w Żukowicach, dzieje się cud. Woda barwi się na kolor najczystszej, dostojeńskiej purpury! To „krew natury”, barwnik tak trwały i tak żywy, że nie zmyje go żadna odrzańska powódź. Barwimy nim wełniane nici, lny, z których przędziemy bogate krajki i odświętne giezła dla naszej rodowej starszyzny. Pamiętajcie, druhowie: to czerwone złoto z Żukowic i Chobieni uczyniło z Dziadoszan potęgę, o której szeptano na dalekich szlakach. Gdy obcy kupcy – z Pragi, z królestwa Franków, a nawet dalecy arabscy wędrowcy – przybywali swoimi łodziami na nasze rzeczne przeprawy, nie szukali u nas pospolitego prosa. Szukali czerwca! Płacili za niego czystym srebrem, arabskimi dirhemami, które dziś archeolodzy odkopują w dnach naszych dziadoszańskich jam zasobowych. Nasz czerwiec polski farbował szaty królów, książąt i kapłanów w połowie ówczesnego świata. To był nasz słowiański skarb, dar od Ziemi Wilgotnej, dający nam zyski, o jakich inni mogli tylko marzyć na swoich ubogich piaskach. Szanujcie więc czerwiec – Ugornika. Pamiętajcie, że pod każdym szarym korzonkiem na odrzańskim ugorze drzemie purpura bogów i potęga waszych przodków. Niech ogień Swarożyca płonie jasno w waszych sercach, a pamięć o słowiańskich szafarzach czerwieni nigdy nie zagaśnie w naszej krwi! Ciekawostka historyczna Czerwiec polski (Porphyrophora polonica) był w średniowieczu jednym z najważniejszych towarów eksportowych ziem słowiańskich, w tym terytorium Dziadoszan (rejon Głogowa i Chobieni). Pozyskiwanie trwałego czerwonego barwnika było w tamtych czasach niezwykle trudne – na zachodzie Europy purpura była synonimem najwyższego luksusu, zastrzeżonym dla władców i dostojników kościelnych. Słowianie posiadali monopol na ten surowiec w Europie Środkowo-Wschodniej. Handel ten był tak intratny, że w niektórych okresach historycznych za czerwiec płacono wagą w srebrze (wspomniane dirhemy odkrywane m.in. w depozytach w Obiszowie). Co ciekawe, dopiero odkrycie Ameryki przez Kolumba i sprowadzenie tańszej meksykańskiej koszenili wyparło słowiański czerwiec z rynków europejskich, jednak pamięć o tym owadzie na zawsze została wyryta w nazwie szóstego miesiąca roku w języku polskim, ukraińskim (червень) i czeskim (červen). A Ty, czy spacerując w czerwcu po urokliwych ugorach i miedzach Krainy Łęgów Odrzańskich, pomyślałeś kiedyś o bogactwie, jakie skrywa ta ziemia pod Twoimi stopami? Wiedziałeś, skąd naprawdę pochodzi nazwa tego miesiąca, czy uważałeś ją po prostu za barwne określenie lata? Podziel się swoimi przemyśleniami i czerwcowymi odkryciami w komentarzu! Niech szept Dziadoszan ożywi naszą wspólną tożsamość! Na podstawie: Postaw kawę za: 10 zł 20 zł 30 zł