Zasiądźcie bliżej ognia, druhowie. Niech blask dębowych szczap rozgoni mrok, co gęstnieje nad starorzeczami Odry. Słyszycie ten szum w koronie lipy? To nie tylko wiatr – to tętno życia, które w tym czasie, zwanym przez nas Trawieniem, pulsuje tak mocno, jak nurt naszej rzeki po wiosennych roztopach. Wy dziś mówicie „maj”, kłaniając się obcej bogini, lecz my, Dziadoszanie, ludzie tej ziemi i tych łęgów, pamiętamy, że gdy słońce Swaroga staje w pełni swej jurnej mocy, dom nasz nie kończy się na ścianach chaty. Dom to pakt z lasem. A pakt ten pieczętujemy zielenią. Gdy nadrzeczne puszcze Krainy Łęgów Odrzańskich okrywają się soczystą zielenią, nadchodzi czas, w którym granica między tym co ludzkie a tym co dzikie, zostaje zatarta. Poznaj historię „umajania” – starożytnego rytuału Dziadoszan, którzy gałązkami brzozy i tatarakiem budowali magiczną tarczę wokół swych gospodarstw, by chronić ród przed urokami i zjednać sobie łaskawość budzącej się Mokoszy. Posłuchajcie szeptu popiołów… Maj, czy jak my wolimy mówić – Trawień – to czas największego sacrum natury. Nasza Mokosz, Matka Ziemia Wilgotna, nie jest już tylko brzemienna; ona promienieje dojrzałością, gotowa wydać plon prosa, naszego słowiańskiego złota. Lecz to przebudzenie ma swoją cenę. Wraz z sokami drzew budzą się siły, które nie zawsze sprzyjają człowiekowi. Rusałki opuszczają wody Odry, by kołysać się na brzozach, a czarownice, mściwe i głodne, krążą nocami wokół naszych obór, chcąc odebrać krowom mleko. Dlatego właśnie, gdy nadchodzą Zielone Świątki – nasz czas Stada – cała Kraina Łęgów Odrzańskich musi przywdziać zieloną zbroję. Wy to nazywacie dekorowaniem, my wiemy, że to budowanie „żywego muru”. Najważniejszą naszą sojuszniczką jest Brzoza. Spójrzcie na jej białą korę – czyż nie przypomina lnianego giezła dziewczyny? Brzoza to drzewo dobre, sprowadzające szczęście. Wtykamy jej gałązki w strzechy chat w Obiszowie, Chobieni i Przedmościu. Dlaczego właśnie w strzechę? Bo dach to głowa domu, tam mieszkają duchy opiekuńcze, a brzoza chroni je przed piorunami Peruna i złym okiem. Jednak najwięcej brzeziny ląduje w płotach i odrzwiach obór. Pasterz z plemienia Dziadoszan, wyganiając bydło pierwszy raz na majowe pastwiska, uderza każdą krowę brzozową rózgą, by krew krążyła żwawo, a potem zatyka tę rózgę za stragarz w stajni. To blokuje drogę czarownicom, które chciałyby skraść „spór” z naszego inwentarza. Lecz sama brzoza to za mało. Pod nogi sypiemy Tatarak, zwany lepiechem. Jego kłącza wyciągamy z bagien Ścinawy i Baryczy rozścielamy na podłogach izb. Kiedy stąpacie po nim, a jego ostry, korzenny zapach unosi się w górę, wiedzcie, że to dym ziemi. Tego zapachu lęka się każde licho, każda choroba, co to po zimowym uśpieniu chciałaby wejść do płuc waszych dzieci. A płoty? Płot to granica między naszym mirun – naszym ładem – a chaosem puszczy. Wtykamy w nie gałązki buka i lipy. Lipa to nasza łagodna matka, ona pilnuje, by w rodzinie panowała zgoda, by słońce nie spaliło zasiewów. Grodzimy się zielenią, by pokazać Bogom: „Patrzcie, jesteśmy częścią waszego kręgu. To, co żyje w lesie, niech żyje i u nas, lecz pod naszymi prawami”. Wierzyliśmy też w surowe tabu tych dni: biada temu, kto w Zielone Świątki weźmie igłę do ręki! Szycie w ten czas sprowadza uderzenie pioruna wprost w strzechę. Człowiek musi wtedy zastygnąć w dziękczynieniu, podziwiać, jak biała brzoza i wonny tatarak czynią jego dom twierdzą nie do zdobycia dla biesów. Pamiętajcie więc: umajanie to nie pusta zabawa. To tarcza wykuta z liści i słońca. Gdy następnym razem dotkniecie dłonią młodej gałązki brzozy, pomyślcie o Dziadoszanach, którzy tysiąc lat temu czynili to samo, wierząc, że zieleń to jedyny kolor, którego lęka się mrok. Jesteśmy „Ludźmi Dziadów”, a nasze domy wciąż pachną lasem. Ciekawostka historyczna: Archeolodzy badający grody Dziadoszan (np. w Obiszowie i Przedmościu) odnajdują dowody na to, jak blisko natury żyli nasi przodkowie. Analizy paleobotaniczne osadów z dłów i jam zasobowych wykazują obecność pyłków roślin leczniczych i aromatycznych, które nie trafiły tam przypadkiem. Z kolei badania genetyczne Słowian (projekt HistoGenes 2025) potwierdzają unikalną dietę opartą na prosie, co tłumaczy, dlaczego magia płodności ziemi (majenie pól i zagród) była kwestią przeżycia całego etnosu. Umajanie chat miało więc nie tylko wymiar duchowy, ale i higieniczny – aromatyczne olejki eteryczne z brzozy i tataraku działały jako naturalne repelenty na insekty, które budziły się w maju w nadrzecznych wilgociach. A Ty, czy „majysz” jeszcze swój dom zielenią? Może w Twojej rodzinie wciąż kładzie się tatarak na progu lub zatyka gałązki brzozy za obrazy? Podziel się w komentarzu swoimi wspomnieniami o majowej magii ziół i drzew! Niech szept Dziadoszan niesie się dalej przez Krainę Łęgów Odrzańskich! Na podstawie: Postaw kawę za: 10 zł 20 zł 30 zł